| Wyzwanie
dla kompetencji i fachowości. Autoagresja, samouszkadzanie i zachowania
prowokacyjne u osób niepełnosprawnych umysłowo część
III - Określenie celu terapeutycznego * Dlaczego tak ważna jest
troska o autonomię niepełnosprawnego * Rozwiązywanie problemów
Wymuszona niejednoznaczność
Poprzednie części tego cyklu poświęcone były przede
wszystkim kwestii zauważenia i obiektywnego zinterpretowania negatywnego
zachowania osoby niepełnosprawnej intelektualnie. W tym zakresie
niezbędna jest profesjonalna rzetelność, ponieważ podopieczny
często nie przekazuje nam o sobie jednoznacznych informacji. Jednakże
zdobycie wiedzy o problemach upośledzonego człowieka to dopiero
pierwszy etap fachowej interwencji. Naszym celem powinno być osiągnięcie
takiego stanu podopiecznego, aby... - i tu właśnie zaczynają się
dyskusje wśród pedagogów, opiekunów, terapeutów, a także innych
osób doświadczających w kontaktach z niepełnosprawnym agresji
oraz/lub będących biernymi, bezsilnymi obserwatorami jego samouszkodzeń.
Jak więc należy zdefiniować cel fachowej interwencji?
Możliwych jest tu co najmniej kilka wariantów.
Ważne, aby cel interwencji był realistyczny, uwzględniał uwarunkowania
osoby podopiecznego i jego sytuacji. Nie musimy od razu ściśle
precyzować planów. Interwencja podejmowana w odpowiedzi na destrukcyjne
zachowania mieszkańca/wychowanka może przybrać różne formy. Może
ona oznaczać na przykład:
- Całkowite zlikwidowanie negatywnych postaw podopiecznego
(chociaż fachowa literatura twierdzi, że jest to cel bardzo rzadko
osiągany).
- Zredukowanie agresji i samouszkodzeń podopiecznego do pewnego,
w miarę kontrolowalnego poziomu.
- Wypracowanie u podopiecznego zachowania stanowiącego logiczną,
pozytywną alternatywę do niebezpiecznych i niepożądanych przejawów.
- Budowanie ogólnej autonomii podopiecznego, której pochodną będzie
stopniowe odchodzenie wychowanka od tego, co szkodzi jemu samemu
i innym.
Najogólniej ideę terapeutycznego oddziaływania
można ująć w następującym stwierdzeniu: niepełnosprawny
umysłowo powinien nauczyć się (względnie odzyskać zdolność) samodzielnego
sterowania swoim zachowaniem, a zwłaszcza podejmowania decyzji.
Najlepiej, jeżeli ten cel zaadresowany będzie nie do pojedynczych
mieszkańców/wychowanków/pacjentów, lecz do całej ich grupy. To
terapeutyczne przesłanie musi stać się nastawieniem całego personelu
pedagogicznego i opiekuńczego. Jeżeli na poważnie zamierzamy pokonać
agresję i samouszkodzenia, to klimat wolności i odpowiedzialności
powinien niejako "przenikać" warunki codziennej egzystencji
wszystkich naszych podopiecznych. W praktyce oznacza to, że z
jednej strony nie należy niepełnosprawnego przymuszać do czegokolwiek,
z drugiej zaś trzeba mu pomagać, aby występowanie zachowań (auto)agresywnych
nie blokowało ani jego, ani też współmieszkańców, aby nie hamowało
korzystnych aktywności bądź dobrowolnie wybranej pasywności, odpoczynku,
ciszy. Oczywiście tempo dochodzenia do tych celów zależy od stopnia
niepełnosprawności intelektualnej i natężenia emocjonalnych problemów
podopiecznego.
Przedstawione w poprzednim odcinku sprawdzanie
reakcji niepełnosprawnego na obecność przy nim osób, które demonstrują
zróżnicowany repertuar zachowań, ma też konkretne zastosowanie
w oddziaływaniu terapeutycznym. Im większa zdolność i chęć pozytywnego
reagowania niepełnosprawnego na obecność innych osób; im większa
jego gotowość do nawiązywania z nimi kontaktów - tym bardziej
prawdopodobne, że w końcu niepełnosprawny zaprzestanie szkodzić
sobie samemu i innym. Zwłaszcza kontakt fizyczny - przytulanie
się, chęć bycia głaskanym, siedzenie blisko opiekuna, trzymanie
go za rękę - wspomagają samoregulację, dzięki której dochodzi
do uspokojenia się, wyciszenia, normalizacji zachowania.
Mnożenie szans
W naszych rozważaniach pojawiły się słowa: autonomia,
wolność, decydowanie, samoregulacja. Jednak osoba niepełnosprawna
intelektualnie charakteryzuje się zespołem wielu specyficznych
cech, które bynajmniej nie sprzyjają realizacji powyższych określeń.
W związku z tym wręcz automatycznie nasuwa się pytanie: jak konkretnie
należy rozumieć te pojęcia w odniesieniu do naszych wychowanków/mieszkańców/pacjentów?
Choć może w pierwszym momencie zabrzmi to nieco
"pokrętnie", jednak wielu praktyków pedagogiki specjalnej
zaleca postrzeganie także negatywnych zachowań
podopiecznego jako dowodu, iż osiągnął on jakiś
stopień rozwoju, stan pewnej dojrzałości. Przy tym podejściu rezygnuje
się z interpretowania zachowania jako deficytu, a zamiast tego
dostrzega się w nim przejawy posiadanych kompetencji. To tylko
trudne warunki rozwoju oraz ciężar niepełnosprawności sprawiają,
że przejawy owe przybierają właśnie taką, a nie inną postać. Jeżeli
to założenie jest słuszne, wówczas rolę fachowego opiekuna osoby
niepełnosprawnej można sparafrazować następująco: Obojętnie,
jak się zachowujesz, ja, twój opiekun, będę się starał, aby ci
było dobrze, abyś żył bezpiecznie oraz otrzymywał jak najwięcej
wsparcia, motywacji i innej wszechstronnej pomocy.
Drogą prób i błędów można w końcu wytworzyć takie
uwarunkowania, w których podopieczny rozpocznie wreszcie pozytywne
realizowanie swoich kompetencji. Konsekwentna postawa opiekuna
sprawi, że niepełnosprawny poczuje się "zobligowany"
do wypróbowania innego, czyli - pozytywnego zachowania. Zwłaszcza
w ośrodkach opieki stacjonarnej programowym założeniem powinno
być stosowanie takich reguł pedagogicznych i korzystanie z takiej
struktury organizacyjnej, o których można powiedzieć, że są dobrym
fundamentem rozwoju mieszkańców, że wspomagają autonomię i promują
kontakty międzyludzkie. Oczywiście łatwiej te słowa napisać, niż
wprowadzić w czyn. Przekładając je na język superwizji i ewaluacji,
musimy postawić sobie dwa pytania:
1. Jak rozumiem moją rolę opiekuna i wychowawcy osoby niepełnosprawnej
intelektualnie?
2. Jak rozumiem rolę i pozycję podopiecznego - osoby w pełnym
tego słowa znaczeniu sprawnej inaczej?
Jeśli po szczerej refleksji odpowiedzi na te pytania
nie będą w pełni zadowalające, może się okazać przydatne rozważenie
jeszcze jednej kwestii:
3. Co chcę zmienić w przyszłości, co powinno ulec poprawie, zreformowaniu,
rozszerzeniu?
Jeżeli stan podopiecznych pozwala im na osobiste
wypowiedzenie się na powyższe tematy, może to ogromnie wzbogacić
całą refleksję. Takie zróżnicowanie perspektywy przydaje się między
innymi z tego względu, że przecież i tak od początku do końca
nie jest ona homogeniczna. Może warto będzie wyjaśnić, jak rozumiemy
to ostatnie zdanie. Otóż pedagog, pielęgniarka, opiekun, terapeuta
- to wszystko są role zawodowe, pełnione przez jakąś część dnia,
tygodnia i miesiąca. Tymczasem dla osoby upośledzonej umysłowo
fachowo pomagający: jego obecność, kontakty z nim, wszelkie wzajemne
relacje - są całym życiem. Bez tej obecności,
bez tych aktywności podopieczny NIE POTRAFI samodzielnie
funkcjonować. Musimy sobie to wyraźnie uzmysłowić. Cała biografia
niepełnosprawnego jest bezpośrednio, ściśle, nierozłącznie związana
z profesjonalnymi opiekunami - jest związana ZE MNˇ.
Oto dlaczego w tej publikacji padły już pytania, czy aby fachowo
pomagający sam nie jest przyczyną zachowań agresywnych lub/i samouszkodzeń
podopiecznego. Oczywiście nie chodzi nam o krytykę pracy ani o
wysuwanie nieuzasadnionych podejrzeń, lecz jedynie o wyostrzenie
uwagi opiekuna na fakt, że jego osoba zapełnia najczęściej cały
świat człowieka sprawnego inaczej.
Przykłady poprawnego reagowania
Przypadek pierwszy
Marcin, zazwyczaj spokojny i chętny do współpracy,
od pewnego czasu w czasie obiadu miewa napady krzyku, gryzie się
w dłonie i bije po twarzy pięściami. Tego typu zachowanie bardzo
rzadko zdarza się poza jadalnią. Psycholog analizujący te powtarzające
się sytuacje zauważył, że autoagresywne zachowania Marcina pojawiły
się kilka dni po tym, jak do dps-u przybyła nowa mieszkanka, która
w czasie posiłków została posadzona tuż koło Marcina. Dalsza obserwacja,
a także komunikacja z chłopcem, który potrafi posługiwać się prostymi
zdaniami, wykazały, że Marysia bardzo niedbale operuje łyżką -
zresztą doskonale przystosowaną do nieprecyzyjności motorycznej
mieszkanki. Uderza nią głośno w talerze, bije w stół i kubki -
swój i sąsiadów. To właśnie te przykre bodźce dźwiękowe wywołują
werbalny i czynny protest Marcina. Redukowanie agresji odbyło
się w następujący sposób. Terapeuta znajdował się w czasie obiadu
tuż obok chłopca. Kiedy Marysia rozpoczynała swoją "zabawę",
natychmiast stawał za podopiecznym, a gdy ten nabierał powietrza
w płuca, by rozpocząć krzyk, kładł mu w tym momencie ręce na ramiona,
zwracając się równocześnie wyraźnymi i bardzo głośnymi słowami
do dziewczyny: Marysiu, natychmiast przestań! Marcin w bardzo
krótkim czasie zauważył, że opiekun działa w jego interesie. Już
po kilku posiłkach wyraźnie się uspokoił - agresja i autoagresja
stały się zachowaniami sporadycznymi. Od tego czasu chłopiec intensywnie
stara się komunikować opiekunom swoje niezadowolenie w okolicznościach
wywołujących u niego nadmierny stres.
Przypadek drugi
Pojawiły się pewne kłopoty z Marysią - bohaterką
poprzedniego przykładu. Otóż Marysia po zakończeniu posiłku nie
chce oddać łyżki, próbuje nią uderzać we wszystko, co nawinie
się jej pod rękę. Próby przerwania takich akcji kończą się głośnymi
protestami przy użyciu słowa: Nie!, pluciem, wzmagającym się nieartykułowanym
krzykiem. Po kilku niepowodzeniach fachowo pomagającym udało się
jednak dotrzeć do dziewczyny. Sukces przyniosło prawie natychmiastowe
wyprowadzenie Marysi zaczynającej swe agresywne zachowanie do
sali, gdzie odbywają się zajęcia z muzykoterapii. Opiekun pozwolił
Marysi zatrzymać łyżkę i posadził ją między perkusją a kotłem.
Następnie sam zaczął poruszać jej ręką, aby uderzała w instrumenty.
Dziewczyna szybko podjęła zachętę i rozpoczęła "koncert".
Po chwili terapeuta bez większych oporów ze strony Marysi wyjął
jej z ręki łyżkę i w zamian wręczył pałeczkę. Marysia z zadowoleniem
kontynuowała zabawę. Po kilku tygodniach dziewczyna co pięć-sześć
dni po zakończeniu obiadu samodzielnie przechodzi z jadalni pod
drzwi sali muzykoterapeutycznej i czeka, aż będzie mogła zasiąść
do perkusji. Niepożądane posługiwanie się łyżką praktycznie ustało.
Marysia sama aplikuje sobie muzykoterapię.
Przypadek trzeci
Jasia bije się otwartą dłonią w twarz. Z początku
mocno i szybko, potem słabiej i coraz wolniej. To zachowanie trwa
co najmniej kilkanaście minut. Terapeuta staje tuż koło dziewczyny,
tak aby znajdować się w polu jej widzenia. Rozpoczyna wierne pod
względem rytmu naśladowanie jej ruchu, uderzając się lekko prawą
dłonią w lewe ramię. Jasia jakby nie zauważa tego, co terapeuta
robi. Kiedy jednak zaczyna on uderzać z inną szybkością, a w końcu
nagle przerywa tę czynność - podopieczna spogląda na niego poirytowana.
Po trzeciej próbie autoagresji ze strony Jasi, kiedy terapeuta
znowu "po swojemu" zakończył uderzanie się, Jasia całkowicie
przerywa bicie się po twarzy i patrzy na niego, jakby oczekiwała
jakiejś komunikacji. Rzeczywiście, dalsze wysiłki przy tym dziecku
wykazały, że znajdowało się ono w ogromnej izolacji komunikacyjnej,
potrafiąc jedynie w minimalnym zakresie nawiązywać fragmentaryczną
łączność z otoczeniem. Odpowiedni program terapeutyczny, między
innymi z zastosowaniem komunikacji wspomaganej (patrz: wspólne
tematy nr 2 i 3 /1996 ), doprowadziły do ustania tej stereotypii
motorycznej u Jasi.
Przypadek czwarty
Jurek jest "postrachem" personelu. Kiedy
zostaje sam w pokoju, prawie pewne jest to, że wkrótce rozpocznie
bić głową o ścianę. Robi to z takim nasileniem, że rani się do
krwi. Wszystkie rutynowe próby ograniczenia tego zachowania nie
przynoszą trwałych efektów. Jurek gdy raz zacznie rytmiczne ranienie
własnej głowy, nie zważa już na obecnych w pokoju. Nowy terapeuta
próbuje innej metody. Zasiada za drzwiami pokoju, czekając, kiedy
mieszkaniec rozpocznie zachowanie autoagresywne. Już przy pierwszym
uderzeniu Jurka głową o ścianę - terapeuta wchodzi do pokoju,
krzycząc bardzo głośno: Łups! Kolejnym uderzeniem towarzyszą
jeszcze głośniejsze okrzyki terapeuty: Ach!, Bum!, Hopla!
Bęc! Jurek wydaje się być zdumiony tymi zawołaniami i przerywa
na chwilę samouszkadzanie. Kiedy znowu zamierza się uderzyć, terapeuta
chwilę wcześniej krzyczy: Stop! Taki przebieg sytuacji
powtarza się kilka razy. Serie uderzeń stają się coraz krótsze.
W obrębie kolejnych czterech tygodni terapeuta stara się być obecnym
przy każdych tego typu ekscesach. Upływa drugi miesiąc - i Jurek
jest znacznie spokojniejszy. Cały personel stosuje teraz zasadę,
że z tym mieszkańcem można się komunikować, jednakże używając
ekstremalnie silnych bodźców i przerysowując każdą sytuację komunikacyjną.
Przypadek piąty
Na seminariach z pedagogiki specjalnej padają często
pytania o to, jak wyhamować zachowania podopiecznego polegające
na rzucaniu wszystkim, co znajdzie się pod ręką, zazwyczaj przy
wtórze głośnych krzyków. Takie zachowania są nie tylko trudne
do zniesienia i niebezpieczne, ale także kosztowne, gdy na przykład
krzesła lecą w kierunku obrazów, szyb i gablot. Zgodnie z teoretycznymi
zasadami, przedstawionymi w dotychczasowych rozważaniach, skuteczną
interwencją bardzo często okazuje się imitowanie tego zachowania.
Podopieczny jest wprowadzany do odpowiednio spreparowanego pomieszczenia,
w którym terapeuta już rozpoczął rzucanie przedmiotami i sprzętami.
Najczęściej niepełnosprawny reaguje wówczas zdumieniem lub irytacją.
Niektórzy podopieczni przypatrują się tylko tej akcji; drudzy
wychodzą z pokoju, wyraźnie znudzeni; jeszcze inni złoszczą się,
jakby działo się coś, co wolno robić tylko im samym. Natomiast
do marginalnych należą reakcje polegające na tym, że podopieczny
przyłącza się do demolowania pomieszczenia. Kiedy niepełnosprawny
znowu zaczyna rzucać, terapeuta natychmiast przystępuje do akcji
w bezpośredniej bliskości wychowanka. Stara się przy tym wcześniej
dotrzeć do przedmiotów, którymi znacznie niebezpieczniej mógłby
posłużyć się niepełnosprawny. Wielu mieszkańców zachowuje się
wtedy tak, jakby zrozumieli, że oto terapeuta "zajął ich
miejsce" i że powinni poszukać sobie jakiejś alternatywy
do rzucania. Na wychodzącego z pokoju podopiecznego powinien już
czekać inny opiekun, któremu być może uda się zachęcić wychowanka
np. do zabawy w suchym basenie z piłeczkami, do pobytu w Sali
Doświadczania Świata czy też do spaceru w ogrodzie.
Przypadek szósty
W sytuacji wskazującej na to, że osoba niepełnosprawna
umysłowo wytworzyła sobie swój własny rytuał, swoistą stereotypię
z elementami agresji i/lub autoagresji, zaleca się przerywanie
tego zachowania, ale w taki sposób, aby nie prowadziło to do eskalacji
destrukcyjnych postaw. Przykład: Marta je chętnie i chciałaby
to robić jak najczęściej, choć wcale nie widać po niej dobrego
odżywiania. Problem w tym, że prawie każdy posiłek jest przez
nią przerywany po kilku łyżkach zupy czy po kilku ugryzieniach
kromki chleba - i rozpoczyna się uderzanie pięścią w różne części
ciała. Następnie Marta podejmuje przerwany posiłek, aby po niewielu
minutach znów powrócić do autoagresji. Ten rytm stał się typowym
zachowaniem podopiecznej. Terapeuta dąży do zmiany zachowania
następującą techniką. Marta jest sadzana przy stole, zanim jeszcze
zostanie podany posiłek. Terapeuta imitując jej styl bicia się,
zachęca ją, aby zaczęła robić to samo. Pierwszego dnia podejmuje
to zaproszenie. Drugiego dnia również, ale uderzenia są jakby
wymuszone, dużo słabsze i wolniejsze. Trzeciego dnia Marta w ogóle
nie reaguje. Natomiast za każdym razem autoagresja wciąż pojawia
się już w trakcie posiłku. Aby temu zaradzić, terapeuta, kiedy
tylko Marta rozpoczyna uderzanie się pięścią, zabiera talerz i
stawia go ponownie na stole dopiero wtedy, gdy podopieczna uspokoi
się. W miarę upływu czasu można zauważyć, że przy kolejnych posiłkach
konsekwentna interwencja opiekuna wywołuje u Marty dezorientację.
Chce za wszelką cenę jeść, ale następuje coraz większe zaburzenie
dotychczasowego "porządku", czyli naprzemiennego rytmu
autoagresji i konsumowania posiłku. Stopniowo podopieczna zapomina,
że zawsze uderzała się w jadalni pięścią po ciele.
Przypadek siódmy
Ewelina jest osobą schludną, czystą, lubiącą porządek
i sprawiającą opiekunom mało kłopotów. Jednak niezależnie od pory
roku i noszonej odzieży przebieranie Eweliny musi następować według
ściśle określonego przez nią i bardzo specyficznego porządku.
Na przykład do ostatniej chwili na nogach musi mieć swoje ulubione
grube skarpety; każde przekrzywienie chustki, którą samodzielnie
obwiązuje sobie głowę, spotyka się z histerycznym wrzaskiem i
biciem się dłońmi po twarzy itp. Gwałtowne protesty Eweliny towarzyszą
nie tylko zmianie kolejności ściągania ubrania, ale także zbyt
szybkiemu lub zbyt wolnemu - w jej mniemaniu - przebieraniu. Dla
dobra podopiecznej trzeba zaingerować w ten szkodliwy rytuał.
Wprowadzanie zmian powinno się odbywać stopniowo i to w taki sposób,
aby jeden rytuał nie został zastąpiony następnym. Dlatego za każdym
razem dokonujemy tylko nieznacznych modyfikacji, na przykład zmieniamy
kolejność w odniesieniu do tylko jednej części garderoby. Ewelina
oczywiście zauważy naruszenie kolejności. Prawdopodobnie chwilowo
nasili się jej protest. Można go wtedy ograniczyć delikatnym przytrzymaniem
rąk i natychmiastowym sprowadzeniem ich do pozycji, w której podopieczna
pomaga opiekunom w przebieraniu jej. Każdą współpracę w tym zakresie
nagradzamy wyraźnymi pochwałami.
Przypadek ósmy
Ulubionym zajęciem Wojtka jest ustawianie wież
z tekturowych pudełek, a następnie ich przewracanie. Opiekunowie
wiedzą o tym i dostarczają mieszkańcowi pudełka różnej wielkości,
szare i kolorowe, o najrozmaitszych kształtach. Podopieczny zawsze
wyraźnie cieszy się tym, że z tak rożnych elementów może wznosić
najrozmaitsze konstrukcje. Jednak dzisiaj Wojtek po kilkunastu
zaledwie minutach zabawy zaczyna bardzo szybko uderzać się obydwiema
rękami w okolice obojczyka. Terapeuta wchodzi do sali i nie zważając
na autoagresję podopiecznego, rozpoczyna budowanie wieży. Całą
motoryką ciała i wydawanymi odgłosami daje przy tym do zrozumienia,
jak bardzo jest zaangażowany w tę czynność. Wysoka wieża z pudełek
zostaje przewrócona i terapeuta rozpoczyna od początku tworzenie
nowej. W tym momencie Wojtek przerywa bicie się, podchodzi do
terapeuty i przyłącza się do budowy wieży. Jest wyraźnie zadowolony,
że ma towarzysza zabawy.
Przypadek dziewiąty
Zadaniem Zbigniewa, kiedy pracuje w warsztacie
należącym do kompleksu budynków domu pomocy społecznej, jest wkładanie
okrągłych elementów drewnianych do otworów w pojemniku. Niekiedy
jednak Zbigniew zniechęca się tym zajęciem, a wtedy rozpoczyna
się długa seria zachowań autoagresywnych, na którą osoby obecne
w pomieszczeniu nie mają praktycznie żadnego wpływu. Przy kolejnym
tego rodzaju zachowaniu, zgodnie z sugestią terapeuty, opiekun
natychmiast podchodzi do opuszczonego stanowiska pracy i usiłuje
robić to, co było zadaniem Zbigniewa. Jednakże nic mu się "nie
udaje", "nie wychodzi" - drewniane elementy wypadają
mu z ręki; próbuje włożyć duże koła w małe otwory; długo trzyma
płytkę w ręku, zastanawiając się, co z nią zrobić. Oczywiście
wszystkie te swoje "trudności" demonstruje sapaniem,
drapaniem się w kark i kręceniem głową. Cała komunikacja niewerbalna
wyraża jedno: "Że też nie mogę sobie z tym poradzić!"
Zbigniew, coraz uważniej przypatrujący się tej scenie, wreszcie
przerywa tłuczenie pięścią we własną głowę. Szybko podchodzi do
stołu i z tryumfującą miną przystępuje do pracy, demonstrując
z wyraźnym zadowoleniem, jak należy właściwie porządkować drewniane
detale.
**********
Wszystkie przedstawione w tym odcinku metody mają
jeden wspólny mianownik. Jest nim fakt, że agresji i autoagresji
nie da się redukować najprostszą, najkrótszą drogą. W większości
przypadków trzeba wymyślić jakiś "sposób", dzięki któremu
destrukcyjna aktywność podopiecznego zostanie inaczej ukierunkowana.
Niepełnosprawny będzie wtedy korzystał z tej samej energii, lecz
zostanie ona użyta do innych celów. Nie zadziałają tu nakazy i
zakazy - trzeba po prostu stworzyć dla niepełnosprawnego sytuacje,
które wydadzą mu się znacznie ciekawsze od dotychczasowych stereotypii
i negatywnych rytuałów.
|