| Rodzeństwo
dzieci niepełosprawnych Czasem mam ochotę
powiedzieć: "Mamo, ja przecież też tu jestem". Ale nigdy
tego nie robię. W końcu moja siostra potrzebuje więcej pomocy
i zainteresowania niż ja.
Ewa, 15 lat
***
O dzieciach niepełnosprawnych pisze się i mówi
wiele. Równie często porusza się sytuację ich rodziców, a zwłaszcza
matek. Natomiast dziwnym trafem jakby zapomina się o położeniu
rodzeństwa dzieci upośledzonych. Tymczasem właśnie to rodzeństwo
już od najwcześniejszych lat swego życia konfrontowane jest w
szczególnie intensywnym stopniu z ludzkim cierpieniem i niedostatkami.
Zazwyczaj rodzice koncentrują swą uwagę przede
wszystkim na niepełnosprawnym dziecku, przez co reakcja pomiędzy
rodzicami a dziećmi nieupośledzonymi jest specyficzna, czasem
trudna, często ograniczona. Z drugiej strony kontakt z niepełnosprawnym
bratem lub siostrą może istotnie przyczynić się do rozwinięcia
w nieupośledzonym dziecku dojrzałości, wrażliwości i poczucia
odpowiedzialności. Jeżeli rodzice nie będą ani zaniedbywać, ani
przeciążać pełnosprawnego dziecka, wówczas większości konfliktów
da się uniknąć, a upośledzony brat czy siostra może odnieść nawet
znaczną korzyść z obecności swego rodzeństwa.
Rodzeństwo dzieci niepełnosprawnych musi się sporo
nauczyć i wiele umieć. Dla upośledzonego brata/siostry jest nie
tylko towarzyszem zabaw i przyjacielem, ale także niańką, opiekunem,
wychowawcą, tłumaczem, terapeutą, a często musi przejmować również
rolę matki i ojca. Te obowiązki w wielu przypadkach okazuje się
ciężarem zbyt dużym na dziecięce barki - zwłaszcza gdy zmęczeni,
nierzadko sfrustrowani rodzice nie mają czasu ani ochoty lub też
nie odczuwają potrzeby, aby pochwalić dziecko za wykonywane obowiązki.
Rozważając problem z tej perspektywy, trudno nie dać wiary naukowcom
i twórcom testów, którzy twierdzą, że rodzeństwo dzieci niepełnosprawnych
przeżywa nieraz lęki i zwątpienia, doświadcza bólu, złości i niepewności.
***
Aby zrozumieć specyficzną relację pomiędzy upośledzonym
i nieupośledzonym dzieckiem w rodzinie, najpierw należy przeanalizować,
jak funkcjonuje tak zwane "normalne" rodzeństwo. Do
tej pory uwagę poświęcano przede wszystkim stosunkowi: rodzice-dzieci.
Wydaje się, iż dopiero od niedawna stwierdzono, że relacje wewnątrz
rodzeństwa są równie ważne oraz że wywierają istotny wpływ na
rozwój i dorastanie dzieci.
Okazało się, że więzy łączące rodzeństwo są nadspodziewanie
mocne. Rodzice kiedyś przecież umrą, przyjaźnie często się zrywają,
pary i małżeństwa - rozchodzą. Ale brat pozostanie na zawsze bratem
a siostra siostrą, choćby rodzeństwo nie darzyło się wzajemnie
sympatią i od lat nie utrzymywało ze sobą żadnego kontaktu.
Rodzeństwo należy do tej samej generacji i, siłą
rzeczy, w dzieciństwie spędza w swoim towarzystwie więcej czasu
niż z rodzicami. Z tego też względu jest wobec siebie bardziej
otwarte i bezpośrednie. Mimo zdarzających się kłótni i zazdrości
o względy rodziców, bracia i siostry w sytuacjach konfliktów międzypokoleniowych
często "łączą" się ze sobą "przeciwko" rodzicom.
Wielu rodziców dziwi, a nawet niepokoi rywalizacja
czy wręcz konflikty między ich dziećmi. W większości są bowiem
przekonani, że traktują pociechy jednakowo i nie faworyzują żadnego
z dzieci kosztem reszty rodzeństwa. W rzeczywistości jednak sytuacja
nie przedstawia się tak prosto. Okoliczności towarzyszące przyjściu
na świat poszczególnych dzieci nigdy nie są przecież identyczne.
Różny wiek rodziców, inny zakres doświadczenia i podejście do
wychowywania dzieci, odmienna sytuacja ekonomiczna rodziny - to
wszystko nie pozostaje bez wpływu na stosunek do dzieci. Nie znaczy
to oczywiście, że rodzice jedno dziecko kochają mniej, a drugie
bardziej. Po prostu kochają je inaczej. Zresztą każdy człowiek
jest niepowtarzalną indywidualnością i dlatego do dwóch różnych
osób nie można żywić zupełnie takiego samego uczucia. Płeć dziecka
również nie pozostaje bez znaczenia. W niektórych rodzinach "tatusiowa
córka" stanowi kontrast do "pomocnika mamy". Zresztą
bywa i odwrotnie: z czasem ojciec widzi w synu następcę, a matka
w córce - koleżankę, z którą można poplotkować.
Na kryzysy rodzinne, takie jak rozwód, śmierć czy
choroba rodziców, rodzeństwo reaguje w dwojaki sposób. Albo zacieśnia
kontakt między sobą, łączy się, aby wzajemnie wspierać się i pocieszać,
albo zadawnione wzajemne żale i urazy wybuchają z nową siłą w
tej stresowej sytuacji.
Na relację wewnątrz rodzeństwa wpływa niewątpliwie
pozycja społeczna rodziców i ich sytuacja finansowa, ale przede
wszystkim liczba dzieci w rodzinie i odstępy wiekowe pomiędzy
nimi. Podobnie znaczącą rolę w rozwoju charakteru wśród rodzeństwa
odgrywa płeć.
I tak, zazwyczaj najmłodsza dziewczynka później
zajmuje się rodzicami, jeżeli w starości wymagają opieki. Jednocześnie
między bratem a siostrą zauważa się o wiele mniej konfliktów niż
pomiędzy bratem a bratem lub siostrą a siostrą. Potwierdzenie
tej prawidłowości dostrzec można nawet w ... baśniach ludowych,
gdzie z jednej strony mamy kochających się Jasia i Małgosię czy
zaczarowane łabędzie i ich pełną poświęcenia siostrę, zaś z drugiej
- trzy niedobre siostry lub niemądrego Jasia i jego bezwzględnych
braci.
W wielu rodzinach brat - pomimo że z pewnością
dominuje, przynajmniej w jakimś sensie - przejmuje też opiekę
nad siostrą i ochrania ją. Z kolei starsza siostra "matkuje"
braciszkowi. Mieszane rodzeństwo rozwija ponadto większą wrażliwość
na płeć przeciwną, a w późniejszym okresie ma z nią naturalniejszy
i swobodniejszy kontakt. W domu, w którym częstymi gośćmi są koledzy
brata i przyjaciółki siostry - wiedza o ludziach i perspektywa
spojrzenia ulegają ciągłemu poszerzaniu.
Rozważając relację wewnątrz rodzeństwa, zastanawiano
się też, jakie czynniki powodują, że niektóre dzieci żyją ze sobą
na przyjacielskiej stopie, a wśród innych wciąż wybuchają nowe
konflikty. Ostatecznie za przyczyny harmonijnego współżycia rodzeństwa
uznano trzy następujące aspekty:
* Pozytywny przykład rodziców (czy oni mają dobry
kontakt ze swoim rodzeństwem i resztą rodziny);
* Trudna (!) sytuacja rodzinna (kłopoty zbliżają, rodzeństwo ma
wówczas w sobie nawzajem oparcie);
* Odległość wiekowa pomiędzy rodzeństwem (im mniejsza, tym lepszy
kontakt i porozumienie).
Dotychczas nie opublikowano ani nie opracowano
dostatecznej ilości analiz poruszających kwestię: czy i jak bardzo
niepełnosprawne dziecko wpływa na rozwój osobowości nieupośledzonego
brata lub siostry. Literatura na ten temat to przeważnie literatura
anglo-amerykańska i niemiecka. Autorzy większości tych pozycji
utrzymują, że rodzeństwo dzieci upośledzonych należy do grupy
ryzyka, jest bardziej podatne na rozmaite zaburzenia psychiczne
i ma więcej trudności w szkole. Dzieci te rzadko potrafią beztrosko
się cieszyć, wykształcają poczucie winy i uważają, że są zaniedbywane
przez rodziców. Naukowcy opierają powyższe opinie na wynikach
badań prowadzonych z rodzinami, gdzie jedno dziecko jest upośledzone
oraz na fakcie, że "zdrowe" rodzeństwo w dorosłym życiu
często samo zwraca się o pomoc do różnych poradni.
Trzeba jednak podkreślić, że od niedawna zainteresowano
się także "drugą stroną medalu", prowadząc na przestrzeni
wielu lat testy i analizy. Okazało się, że nieupośledzone rodzeństwo,
poprzez kontakt z niepełnosprawną siostrą/bratem, rozwija w sobie
dojrzałość, tolerancję, wrażliwość, wytrzymałość, altruizm, zaangażowanie
społeczne. Dodajmy: wszystko to w stopniu niestety nieczęsto spotykanym
u przeciętnego współczesnego człowieka.
Pomimo tego nie ulega wątpliwości, że nieupośledzone
rodzeństwo jest bardzo obciążone, nawet jeżeli ono samo nie zdaje
sobie z tego sprawy. Nie chodzi tu bynajmniej o to wyłącznie,
że w domu, gdzie jedno z dzieci jest "chore", pozostałe
"zdrowe" muszą więcej pomagać rodzicom. Wspomniane obciążenie
w pierwszym rzędzie polega na tym, że pełnosprawny brat czy siostra
zbyt wcześnie lub w zbyt brutalny sposób zostają skonfrontowani
z bólem, chorobą, nieszczęściem. Fakt ten nabiera tym większej
wyrazistości, że wszyscy przecież żyjemy w świecie, w którym stawia
się na piękno, zdrowie, młodość, siłę, karierę, pieniądze, powodzenie.
Na domiar złego dochodzi nietolerancja społeczeństwa względem
niepełnosprawnych, a także bezwzględność rówieśników, biorących
jakże zły przykład z zachowania dorosłych. Rodzeństwo dzieci niepełnosprawnych
boleśnie odczuwa tę dyskryminację.
Według naukowców pewne formy rywalizacji o względy
rodziców są potrzebnym i naturalnym etapem rozwoju poszczególnych
członków rodzeństwa. W rodzinie, gdzie jedno z dzieci jest niepełnosprawne
o takiej rywalizacji nie ma mowy. Przeciwnie, nieupośledzone dzieci
muszą nauczyć się kryć swoje potrzeby, aby nie obciążać dodatkowo
rodziców, i tak już zmagających się z potężnymi trudnościami.
Z elastycznością właściwą tylko wiekowi dziecięcemu, "zdrowe"
rodzeństwo szybko dopasowuje się do tego, że w domu najważniejszy
jest niepełnosprawny brat /siostra.
Należy przy tym podkreślić, że najczęściej same
dzieci ustawiają sobie bariery moralne, tak aby nie wyładowywać
negatywnych uczuć na niepełnosprawnym rodzeństwie, by ich nie
okazywać, a nawet nie dopuszczać do świadomości i w ten sposób
nie odczuwać wyraźnie. Rodzicom nie wolno robić
jeszcze więcej trudności. Niepełnosprawną siostą/bratem po prostu
trzeba się opiekować, choćby zapominając o sobie.
Ona/on potrzebuje pomocy. Jednocześnie stałe tłumienie w sobie
negatywnych uczuć może doprowadzić do tego, że dziecko tłumi w
sobie takie cechy pozytywne, jak poczucie humoru, fantazję, chęć
psocenia. Dlatego obserwuje się często sytuację, w której pełnosprawne
rodzeństwo, owszem, nie popada w konflikty z niepełnosprawnym
bratem/siostrą, ale i nie potrafi nawiązać z nim zabawowego, wolnego,
właśnie "siostrzanego" i "braterskiego" stosunku.
W typowym "normalnym" rodzeństwie kłótnie, nawet bójki,
a potem sceny pogodzenia się, przytulanie, przepraszanie są na
porządku dziennym i zwłaszcza we wczesnym dzieciństwie często
się ze sobą przeplatają. Tu jednak sprawa ma się zupełnie inaczej.
Pełnosprawne dziecko mimo wysiłków czasem nie może zupełnie zlikwidować
negatywnych myśli, żalu, że rodzice nim samym mniej się zajmują,
zakłopotania ciekawskimi spojrzeniami przechodniów, gdy cała rodzina
wychodzi na niedzielny spacer. Z drugiej strony ma pełną świadomość,
że o dotkniętym przez los bracie / siostrze nie powinno się tak
myśleć. Wyrzuty stawiane sobie samemu (czasem niesprecyzowane,
zwłaszcza gdy dziecko jest młodsze): "Jak mogę w ogóle mieć
takie myśli / tak odczuwać?" prowadzą w końcu do konkluzji:
"Na pewno mam niedobry charakter / jestem zły". Stąd
niedaleko już do wykształcenia się w dziecku poczucia winy, nierzadko
spotęgowanego uporczywą myślą: "Ja jestem zdrowy, silny,
chodzę do szkoły, mogę pływać, a moja siostra jest sparaliżowana
/nie słyszy/ nie potrafi czytać itp. Dlaczego przytrafiło się
to akurat jej? Czy równie dobrze mogło wypaść na mnie?"
Może to właśnie takie rozważania sprawiają, że
rodzeństwo dzieci niepełnosprawnych wyrasta zazwyczaj na silnie
altruistycznych, pełnych poświęcenia ludzi. Spieszą oni każdemu
na pomoc, zawsze gotowi są do natychmiastowej interwencji. W zaaferowaniu
przeceniają czasem swoje siły i w rezultacie szkodzą sobie.
Wspomniana już nietolerancja społeczeństwa powoduje,
że kontakty pełnosprawnych dzieci na zewnątrz rodziny są mocno
ograniczone. Dzieci krępując się swą nietypową sytuacją, nie zapraszają
do domu ani koleżanek, ani kolegów. Często wszyscy członkowie
rodziny czują się niejako "skazani" wyłącznie na swoje
towarzystwo i zamykają się po prostu w czterech ścianach. Dla
dziecka taki stan rzeczy nabiera groźnego wydźwięku zwłaszcza
wtedy, gdy w rodzinie panuje atmosfera beznadziejności i stałego
buntu wobec faktu niepełnosprawności, mimo że minęły już być może
całe lata.
W związku z powyższym niemal automatycznie nasuwa
się wniosek, że w takim razie dużo zależy od klimatu w rodzinie,
od postawy rodziców, sytuacji finansowej rodziny i wreszcie od
stopnia oraz rodzaju upośledzenia dziecka. Z pewnością pieniądze
wiele mogą ułatwić, a odwaga i zaangażowanie rodziców - dużo zmienić.
Jednak z reguły nawet najbardziej pełni poświęcenia rodzice po
prostu nie są w stanie dać dziecku nieupośledzonemu tyle samo
ze swego czasu i uwagi co dziecku niepełnosprawnemu.
Następnym problemem, z jakim zmaga się rodzeństwo
dzieci upośledzonych, jest obawa przed niepełnosprawnością i chorobą.
Nieuzasadniony dziecięcy niepokój: "A jak mnie się też to
stanie?" nie znika w miarę dorastania i zdobywania wiedzy.
Nowe informacje, często uzyskiwane na lekcji biologii w szkole,
przynoszą ze sobą świadomość, że istnieje coś takiego jak genetyka
i choroby dziedziczne. Jeżeli brat zachorował na zapalenie mózgu
w wieku lat ośmiu, kto może zagwarantować, że mnie nie spotka
to, gdy skończę szesnaście lat? Moja siostra ma Zespół Downa.
Czy będzie odpowiedzialnie z mojej strony zdecydować się na urodzenie
własnego dziecka? Takie pytania mnożą się tym liczniej, im dłużej
człowiek pozwala im drążyć swoją świadomość, w niektórych przypadkach
nawet tylko podświadomość.
I wreszcie sprawa ostatnia, ale wcale nie najbłahsza.
Dzieci generalnie nie lubią wyróżniać się tym, że ich rodzina
jest inna niż domy otaczających je ludzi. W środowisku robotniczym
dzieci inteligentów, wstydzą się, że ich tato jest docentem ("jajogłowy").
W środowisku inteligenckim dzieci robotników wstydzą się, że ich
matka pracuje w szwalni ("robociara"). Zaś w społeczeństwie,
które uparcie nie chce przyjmować do świadomości, że na świecie
istnieją choroba, śmierć, niepełnosprawność, nieszczęście - bracia
i siostry dzieci upośledzonych czują się źle i są nieszczęśliwi.
***
Albert Camus w jednej ze swych książek powiedział:
"Może być wstyd, że człowiek jest sam tylko szczęśliwy".
Trudno oprzeć się wrażeniu, że byłoby dobrze gdyby współczesny
świat przemyślał te słowa, a potem z rozważań wyciągnął wnioski.
Na początku artykułu wspomnieliśmy, że rodzice nie powinni ani
przeciążać, ani zaniedbywać dziecka pełnosprawnego, jeżeli chcą
uniknąć omówionych już i zawsze prawdopodobnych niebezpieczeństw.
Jak jednak mają ten postulat spełnić ludzie zmagający się już
w nietolerancyjnym otoczeniu z jedną z największych tragedii,
jakie mogą spotkać rodziców: z niepełnosprawnością jednego z dzieci?
Jakakolwiek dyskryminacja jest jedną z najgroźniejszych
chorób społeczeństwa. Ale dyskryminacja osób niepełnosprawnych
i ich rodzin wydaje się być szczególnie odrażającą formą tej patologii
społecznej. Nietolerancja ma różne oblicza. W naszym kraju istnieją
wciąż bariery architektoniczne, brakuje odpowiedniej liczby punktów
poradnictwa i ośrodków wczesnej interwencji, rehabilitanci, terapeuci,
pracownicy socjalni otrzymują wynagrodzenie stanowczo zbyt niskie,
w stosunku do swej tak przecież odpowiedzialnej i trudnej pracy.
Również strona prawna dotycząca osób z niepełnosprawnościami pozostawia
wiele do życzenia.
Ostracyzm wobec niepełnosprawnych odczuwa się zwłaszcza
w mikrospołecznościach lokalnych. Ciągle jeszcze zbyt mało jest
osób, które do rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem uśmiechają
się tak jak do młodej mamy ze zdrowym bobasem w wózeczku. Ciągle
zbyt wiele ironicznych spojrzeń, odwracania głowy w bok czy też
- równie bolesnego - współczującego kiwania głową na widok dziecka
innego niż większość rówieśników.
Aby pomóc rodzicom dzieci niepełnosprawnych potrzeba
wielu zmian na różnych poziomach: i tam w " na górze",
gdzie zapadają decyzje prawne, gdzie ustanawia się przepisy, i
tutaj, w środowiskach lokalnych - w sąsiedztwie, szkole, sklepie.
Zwracanie uwagi na potrzeby rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi
oznacza nie tylko poprawienie sytuacji samych niepełnosprawnych,
ale również odciążenie rodziców, którzy dzięki temu mogą w większym
stopniu poświęcać uwagę dzieciom pełnosprawnym. Przymykanie oczu
na problemy takich rodzin oznacza, że społeczeństwo jest odpowiedzialne
nie tylko za frustracje i zwątpienie rodziców, nie tylko za nieodpowiednie
warunki życia niepełnosprawnych dzieci, ale i za smutek, cierpienie,
połamaną osobowość ich rodzeństwa.
***
Nie oddamy naszego syna do zakładu. Zaczęliśmy
już budować duży dom. Nasza córka będzie w przyszłości mieszkała
na parterze razem ze swoją rodziną, a Jan dostanie pokój z łazienką
na pięterku. Angela zaopiekuje się nim. Nie będzie sam.
Bettina i Uwe
Mój brat ma Zespół Downa. Właściwie umie robić
wszystko, ale nie potrafi czytać, pisać i liczyć. Wiem, że bardzo
chciałby być taki jak ja. Czasem kupuje sobie nawet gazetę i udaje,
że czyta. Jest mi go strasznie żal.
Vera, 12 lat
Czasami muszę pomóc Stefanowi załatwić się,
kiedy akurat nie ma w domu rodziców albo opiekunki. To niezbyt
przyjemne, nie lubię tego robić. Inne dzieci nie muszą robić takich
rzeczy dla swojego rodzeństwa.
Markus, 13 lat
Denerwuje mnie, że ludzie w restauracji tak
się na nas patrzą: i na Weronikę i na jej wózek inwalidzki.
Anna, 9 lat
Brat często ciągnie mnie za włosy, a ja nie
mogę nic powiedzieć, bo on mnie nie rozumie.
Sabine, 7 lat
Dla mnie życie z moją niepełnosprawną siostrą
jest normalne. Nie znam przecież nic innego. Nie pamiętam jak
to było przed jej urodzeniem. Byłam jeszcze wtedy za mała.
Monika, 10 lat
Muszę sprzątać w kuchni, karmić Sophie, bawić
się z nią, zmieniać jej pieluchy. Nikt mnie za to nie chwali.
Mama cieszy się tylko wtedy, gdy Sophie czuje się dobrze. A ponieważ
Sophie czuje się zwykle źle, więc moi rodzice są zazwyczaj nieszczęśliwi
i w złym humorze.
Ulla, 14 lat
Czasem wyobrażam sobie, jakby to było fajnie,
gdyby mój brat poszedł do ośrodka, a ja zostałbym sam w domu.
Ale wstydzę się takich myśli.
Horst, 13 lat
Kiedyś chłopcy rzucali we mnie śnieżkami. Mój
brat zasłonił mnie i powiedział: "Zostawcie moją siostrę
w spokoju." Byłam z niego strasznie dumna. Gdybym umiała
czarować, zaczarowałabym go tak, żeby był normalny.
Nina, 11 lat
(Przytoczone powyżej wypowiedzi oraz motto
artykułu pochodzą z książki Ilse Achilles "... und um
mich kummert sich keiner." Die Situation der Geschwister
behinderter Kinder, Frankfurt 1995.) |