| Istotne
przesłanki kontaktu Iść do klienta
czy też nie? Czekać w ośrodku pomocy społecznej lub poradni, zaprosić
do urzędu czy samemu udać się w drogę i poszukać go w domu? Nikt
nie jest w stanie podać w tym zakresie jednoznacznych wytycznych
lub jedynego prawdziwego kryterium dla podejmowania decyzji. Jednakże
wydaje się, że najbardziej przydatnym zdroworozsądkowym argumentem
jest ocena: w jakim stopniu odkładanie tego kontaktu na
później zagraża samemu klientowi lub związanym z nim osobom?
To chyba kluczowe pytanie. Ponadto jasnym i jednoznacznym wyznacznikiem
są sytuacje, w których w grę wchodzą problemy dzieci w konfrontacji
z dorosłymi, a także kiedy jesteśmy pewni, że człowiek wymagający
fachowej interwencji (mający problemy lub stanowiący problem dla
domowników) po prostu nie przyjdzie do naszej placówki. Od pewnego
momentu nawarstwianie się problemów staje się takim zagrożeniem
psychicznej lub/i fizycznej integralności osoby podopiecznego,
że nie wolno nam oczekiwać na jego inicjatywę, gdyż będzie się
to równało zaniechaniu pomocy.
Powróćmy jeszcze do kontrargumentu "naruszenia
sfery prywatności" klienta. Każda wizyta osoby nie należącej
do najbliższej rodziny jest swoistym wchodzeniem do osobistego
życia danego człowieka. Fachowo pomagający nie stanowi więc szczególnego
wyjątku. Można zresztą złagodzić ten efekt, zapowiadając swoje
odwiedziny telefonicznie lub listownie. Oczywiście w takim wypadku
może się zdarzyć, że rodzina korzystająca z zasiłku podkreśli
sztucznie swoje ubóstwo; że nie zadbane i bite dziecko zostanie
na tę okoliczność ładnie ubrane, nakarmione i obdarowane zabawką;
że alkoholiczka wreszcie wysprząta mieszkanie, "aby ta z
mopsu nie myślała, że jestem brudas". Tego rodzaju mistyfikacje
są jednak łatwe do zauważenia i bynajmniej nie fałszują obrazu
życia klienta. A poza tym - jeżeli nawet tylko "na pokaz"
coś przez kilka lub kilkadziesiąt godzin zmieni się na lepsze
w życiu tych ludzi, jest to już sam w sobie pierwszy pozytywny
efekt moich odwiedzin!
Przy okazji wizyty domowej można pozyskać wiele
cennych informacji, dużo zauważyć, a przy tym dać do zrozumienia
klientowi, że nie przyszło się do jego mieszkania w charakterze
kontrolera, rewizora czy policjanta. Rodzaj wrażenia, jakie pozostawiamy
po sobie, zależy głównie od naszego osobistego taktu, profesjonalności,
umiejętności komunikacji efektywnej i dopasowanej do rodzaju podopiecznego.
Rzecz jasna, różne sytuacje wymagają od pracowników socjalnych
różnych sposobów postępowania. Niekiedy trzeba będzie uwidocznić
stanowczość, krytykę, zdecydowanie przeforsować najważniejsze
cele. Kiedy indziej nieodzowna będzie łagodność, uspokojenie,
dodawanie odwagi. Zawczasu trzeba wiedzieć, w jakim celu udaję
się do klienta - natomiast strategię prowadzenia rozmowy można
obrać dopiero na miejscu, zależnie od okoliczności, bowiem nie
ma dwóch identycznych spotkań. "Wojowniczy" w ośrodku
klient może się na przykład okazać przemiłym gospodarzem, chcącym
zrobić wszystko dla gościa; matka nie przyjmująca żadnej krytyki
w poradni, teraz wyzna ze łzami, że "w urzędzie" jakoś
nie potrafi przyznać się do swych błędów życiowych i wychowawczych,
ale w rzeczywistości chce zrobić wszystko dla córki, bo "i
ona może zejść na złą drogę."
Próba usystematyzowania wysiłków
Wśród wspomnianych powyżej reguł i standardów,
porządkujących podejmowane wysiłki, należy przede wszystkim wymienić
jasno sformułowany (sformułowany dla siebie, a więc niekoniecznie
komunikowany klientowi!) cel tych odwiedzin. Stanowi to wytyczenie
kierunku, w jakim będziemy prowadzić rozmowę, a więc uchroni od
błędu załatwiania wszystkiego na raz. Jest wiele możliwych kategorii
teoretycznych, według których fachowo pomagający może "posortować
intencje". Kontakt z klientem możemy zdefiniować jako:
A - prewencję (profilaktykę),
B - poradnictwo, względnie towarzyszenie w procesie
naprawczym (samopomocowym),
C - stabilizację, czyli utrwalenie osiągniętych
pozycji (celów, etapów itp.),
D - rekonstrukcję (przywrócenie pożądanego stanu).
ad. A
Już samo udanie się do miejsca zamieszkania klienta przybliża
cały kontekst socjalny jego życia. Rzadko kiedy podopieczny jest
"wyjątkiem", szczególnie odbiegającym od problemów środowiska,
w którym egzystuje. A nawet wtedy naoczna analiza bardzo się przyda,
gdyż dzięki niej można przynajmniej pobieżnie ocenić możliwości
zorganizowania sieci socjalnej lub zreaktywowania tej już kiedyś
funkcjonującej. Im wcześniej nawiążemy kontakt z klientem, im
wcześniej zareagujemy na rodzące się trudności i zagrożenia (na
przykład: wdowa z czworgiem dzieci, której mąż zginął niedawno
w wypadku samochodowym; powrót samotnego emeryta ze szpitala;
ciąża piętnastoletniej dziewczyny), tym większa będzie skuteczność
oferowanego wsparcia, tym mniej trzeba będzie potem naprawiać
w życiu tego człowieka. Profilaktyczne odwiedzanie klientów można
też nazwać "socjalnym systemem wczesnego ostrzegania."
Bowiem profesjonalista potrafi bardzo wcześnie wychwycić dopiero
co powstające zagrożenia w życiu pojedynczego człowieka, rodziny
czy nawet całego środowiska.
Niebezpieczeństwem w tych działaniach jest błędna
ocena sytuacji i nadgorliwość, w wyniku której niesprawiedliwie
ocenia się klienta i konfrontuje go z nieuzasadnionymi zarzutami.
Taki błąd skutecznie odstrasza tego człowieka od korzystania z
pomocy fachowo pomagających Dlatego kolejność postępowania musi
przedstawiać się następująco: najpierw dokładna anamneza, następnie
diagnoza socjalna, a dopiero potem przedstawienie klientowi naszego
oglądu całej sprawy i koncepcji rozwiązania problemów.
ad. B
Zwłaszcza osoby zajmujące się poradnictwem rodzinnym opowiadają
się za odwiedzaniem klientów w ich mieszkaniach. Każda relacja
podopiecznego w poradni (ośrodku pomocy społecznej) jest wycinkowa,
fragmentaryczna. Klimat domu, rodzina w komplecie, spontaniczna
komunikacja są niezbędne, aby udzielane rady nie pozostawały na
poziomie teoretycznym, aby rzeczywiście dotyczyły "świata",
w którym żyją klienci. Pewnych ważnych kwestii nie da się dowiedzieć,
trzeba je dosłownie wyczuć. Wielokrotnie taka wizyta otwiera oczy
na prawdziwe problemy rodziny, istotnie różniące się od tego,
co mówili klienci. Zwłaszcza dzieci w warunkach domowych są niewspółmiernie
bardziej otwarte i szczere, niż w sterylnej atmosferze instytucji.
Oczywiście takie efekty są możliwe do osiągnięcia tylko przy pełnej
i niewymuszonej zgodzie rodziny na wizytę pracownika socjalnego.
Ale ponieważ mówimy w tym punkcie o poradnictwie lub procesie
pomocy do samopomocy, jest to chyba jak najbardziej oczywisty
postulat.
Trudności wiążą się tutaj zwłaszcza z sytuacjami
wymagającymi mediacji. (Mediacji poświęcone zostało całe wydanie
kwartalnika na temat nr 2/1999: "Gdzie dwóch się bije, tam
trzeci... musi ich rozdzielić. Modele profesjonalnej mediacji").
Niektórzy fachowo pomagający przyznają również, że rodzina odwiedzana
kilkukrotnie, tak bardzo staje się im bliska, że tracą profesjonalny
dystans, co rzeczywiście może być utrudnieniem, zwłaszcza wtedy,
jeżeli problem wymaga zmotywowania klienta do opowiedzenia się
za trudnymi decyzjami lub działaniami.
ad. C i D
W gruncie rzeczy w tych punktach chodzi dokładnie o to samo, co
robimy w naszej placówce, tyle że zmieniają się okoliczności wykonywania
tej pracy. Wielu pracowników socjalnych uważa, że bezpośrednio
u klienta lepiej im się pracuje, bo na miejscu udaje się więcej
osiągnąć i nie traci się czasu na dochodzenie do informacji, które
można po prostu zauważyć. Zwłaszcza w przypadku kryzysów klient
może rozpocząć działanie od zaraz. Nie udzielamy mu rad, z którymi
musi udać się jeszcze na przykład do żony lub męża, lecz może
tu i teraz spróbować zmieniać swoje życie, praktycznie, bez odkładania
decyzji na później.
U naszych zachodnich sąsiadów
Niemieccy pracownicy socjalni cenią sobie wizyty
w domu klienta zwłaszcza jako model reagowania na problemy dzieci.
Jeżeli do instytucji pomocy społecznej lub pedagogicznej dotrze
sygnał o jakiejś formie zaniedbywania czy prześladowania dziecka,
jest on najpierw oficjalnie rejestrowany. Dodajmy przy tym, że
zgłaszającym może być szkoła, przedszkole, policja, jakaś inna
instytucja, ale również dziadkowie, sąsiedzi, krewni, rówieśnicy.
Poważnie traktuje się również sygnały przekazywane anonimowo.
Klient (w tym wypadku rodzic lub opiekun dziecka) otrzymuje oficjalne
pismo, w którym prosi się go o zgłoszenie się w odpowiednim ośrodku.
Zależnie od rodzaju problemu, wstępnie pozyskanych informacji
i stopnia zagrożenia nieletniego, daje się klientowi określony
czas na stawienie się, przy czym nigdy nie dłuższy niż kilka dni.
Im młodsze dziecko, tym krótszy czas pozostawia się na zareagowanie.
Brak reakcji w sytuacjach nie zakwalifikowanych jako niebezpieczne
(i tylko wtedy!) prowadzi do wysłania kolejnego pisma lub/i nawiązania
kontaktu telefonicznego. Jeżeli i tym razem próba zainicjowania
interwencji nie przynosi rezultatu, do pomocy zapraszane są inne
instytucje (z którymi klient jest związany przez dziecko lub osobiście),
a także sąsiedzi klienta. Natomiast w razie uzasadnionego podejrzenia,
że zdrowie lub bezpieczeństwo dziecka jest poważnie zagrożone
- przystępuje się do natychmiastowej interwencji, polegającej
właśnie na odwiedzinach klienta w jego domu.
Na miejsce udają się co najmniej dwie osoby, aby
możliwe było równoczesne przeprowadzenie dwóch rozmów: z dzieckiem
i z jego rodzicami, na których wpłynęła skarga. Zdarza się oczywiście,
że podejrzany o łamanie praw dziecka nie chce otworzyć drzwi.
Jeżeli odgłosy dochodzące z mieszkania i opinie sąsiadów wskazują,
że nie wolno dłużej czekać, wtedy pracownicy socjalni mają prawo
skorzystać z pomocy straży pożarnej, firmy demontującej zamki
itp., aby wbrew woli właściciela mieszkania dostać się do środka.
W razie potrzeby wzywa się dodatkowo policję, której w związku
z zaistniałą sytuacją nie wolno odmówić przybycia. Przy eskalacji
sytuacji fachowo pomagający mogą zabrać dziecko i umieścić je
do czasu wyjaśnienia sprawy w placówce opiekuńczej. W pewnych
okolicznościach możliwe jest siłowe odebranie dziecka, przy czym
informuje się rodziców, że mogą natychmiast skontaktować się z
sądem rodzinnym i tam zaskarżyć tę decyzję. W większości przypadków
właśnie ta zmasowana i bezkompromisowa akcja uświadamia rodzicom,
iż posunęli się za daleko. Efektem tego pozytywnego szoku jest
diametralna zmiana postawy i zadeklarowanie chęci innego postępowania,
zgodnie z zaleceniami fachowo pomagającego. Pracownik socjalny
przychodzi tam w majestacie prawa, ale przecież po to, aby pomóc.
Klienci zdają sobie sprawę, że mogą z tego wsparcia skorzystać.
Cały kontekst interwencji ma oczywiście bardzo
szczegółowe odniesienia do obowiązującego w Niemczech prawa (czego
nie będziemy teraz omawiać), tak więc działania te można uznać
za rutynową formę pracy socjalnej.
|