czasopisma pracowników socjalnych,
terapeutów, personelu pielęgniarskiego
i opiekuńczego
 

do strony głównej
napisz do redakcji
powrót do czytelni

Czy warto? Czy potrzeba? Wizyta w mieszkaniu klienta

Większość klientów nie cieszy się wcale, kiedy do ich drzwi zapuka pracownik socjalny. Niektórzy fachowo pomagający z niechęcią traktują tę płaszczyznę wykonywania obowiązków zawodowych, gdyż zdają sobie sprawę, że naciśnięcie klamki lokalu, w którym mieszka ich klient, jest szczególnego rodzaju ryzykiem, i że często bilans strat i zysków może okazać się ujemny. Jednakże zwłaszcza w przypadku pomocy udzielanej rodzinie lub w akcjach na rzecz zabezpieczenia interesów dzieci - interwencja socjalna musi dokonać się dokładnie tam, gdzie egzystuje podopieczny.

Potrzebny rodzaj kontaktu

Odwiedziny klienta w jego mieszkaniu jako rodzaj prowadzenia interwencji są wymieniane na czołowych miejscach przez większość podręczników pracy socjalnej. Jest to instrument nie do zastąpienia innym rodzajem kontaktów, ponieważ:
- fachowo pomagający spotyka podopiecznego w prawdziwym (najmniej zafałszowanym) kontekście jego życia;
- klient przebywając "na swoim terenie" jest zwykle autentyczny, szczery;
- w naturalnym środowisku życia wyraźnie manifestują się możliwe zagrożenia, jak i elementy, na których można budować program pomocowy.

Pamiętajmy również, iż docieranie do osoby wymagającej pomocy to przecież pierwsza, podstawowa, mająca najdłuższą tradycję technika pracy socjalnej. W pewnych uwarunkowaniach nic jej nie zastąpi. Nawet najlepsza sieć pomocy ambulatoryjnej i poradnictwa nie rozwiąże problemów, które można i trzeba przepracować tam, gdzie mieszka klient. Nowoczesna praca socjalna i pedagogika posługują się wieloma specjalistycznymi terminami, które w gruncie rzeczy są synonimem jednego i tego samego modelu: modelu kiedy to konfrontacja z problemami klienta przeprowadzana jest w jego własnych "czterech ścianach".

Wizyta w domu klienta to nie zwykłe odwiedziny ani też normalna rozmowa towarzyska. Równocześnie należy odróżnić i oddzielić ten proces komunikacji od tego, co dokonuje się w ośrodku pomocy społecznej. Dla podopiecznego, a tym bardziej dla pracownika socjalnego, wizyta w domu klienta nie musi być stresującym wydarzeniem, o ile zachowamy pewne reguły i standardy, dzięki którym cały proces stanie się w miarę przewidywalny i możliwy do sterowania.

Optymalne warunki stwarza takie zaaranżowanie wizyty domowej, aby klient i jego rodzina odbierali ją jako wsparcie i wyraz szczególnej troski ze strony pracownika socjalnego. Jeżeli jest to tylko możliwe, dążmy do takiego uzasadnienia, motywujmy do współpracy. Jednakże musimy sobie zdawać sprawę, iż w pewnych okolicznościach absolutnie nierealistyczne jest liczenie na zgodę i współdziałanie podopiecznego. Mimo to fakt ten nie może być argumentem przemawiającym przeciwko temu modelowi pracy.

Dla fachowo pomagającego omawiana forma działania pomocowego jest przydatna także z tego względu, że daje ona szansę spotkania całej rodziny lub przynajmniej większości jej członków. Trudno na przykład pomagać zaniedbywanemu dziecku, jeżeli nie dotrze się do jego rodziców. Jak długo można udzielać obiektywnych rad rozwodzącej się kobiecie, kiedy jej męża zna się tylko i wyłącznie z opowiadań? Każdy Czytelnik może z łatwością podać więcej takich przykładów, dokumentujących, jak wielkim zniekształceniem lub zubożeniem jest strategia pracy bazującej tylko i wyłącznie na kontaktach z klientem w pomieszczeniach instytucji pomocowej.

Spory i nieporozumienia

Już na wstępie naszych rozważań musimy zaznaczyć, że omawiana metoda ma licznych przeciwników. Ich argumentacja z jednej strony wskazuje na możliwość nadużyć (i dlatego warto zwrócić na nią uwagę), z drugiej jednak - pełna jest zwykłego populizmu i nierzetelności. Oponenci modelu odwiedzania klienta w jego mieszkaniu posługują się najczęściej trzema głównymi argumentami:
1. Jest to naruszenie sfery prywatności, do której prawo posiada przecież każdy człowiek.
2. Może to być coś na kształt "kolonizacji" klienta - urzędowa pomoc wkracza na jego własny, naturalny teren.
3. Nie ma gwarancji, że podopieczny zaskoczony tą wizytą, a tym bardziej uprzedzony o niej, w większym stopniu ujawni prawdę o swoich problemach, niż w innych wariantach kontaktu.

W dalszej części artykułu odniesiemy się do tych zastrzeżeń bezpośrednio lub przy okazji rozwijania pewnych aspektów poruszanej tematyki.

Krytyczne podejście dotyczące wizyt pracownika socjalnego u klienta może wydać się słuszne lub nie, ale na pewno trzeba zbadać mechanizm jego powstawania. Dlaczego jest to zagadnienie tak kontrowersyjne? Przecież lekarz, duchowny, pielęgniarka odwiedzają swoich podopiecznych i nikt nie widzi w tym niczego bulwersującego. To prawda - ale musimy przyznać, że wizyta pracownika socjalnego ma inny ciężar gatunkowy. Praca nad konkretnym przypadkiem socjalnym to w znacznej mierze zbieranie i analizowanie danych, przy czym w najtrudniejszych przypadkach klient nie od początku chce lub potrafi współpracować w tym zakresie. Tymczasem "wizja lokalna" jest zawsze jakimś rodzajem wydobywania na światło dzienne prawdy, również tej budzącej wstyd, trudnej, prawdy wymagającej od klienta pracy, wzbudzającej u niego agresję i sprzeciw, czy wreszcie prawdy prowadzącej do interwencji kryzysowej w pełnym tego pojęcia znaczeniu (przemoc w rodzinie, wykorzystywanie seksualne dzieci, poważne zaniedbanie obowiązków rodzicielskich, uzależnienie i jego konsekwencje itp.)

Nie jest jednak tak, jak usiłują wmówić przeciwnicy odwiedzania klientów w ich domach - spotkanie z pracownikiem socjalnym lub innym fachowo pomagających na własnym terenie klienta nie jest tylko stresującym zdarzeniem. Podobnie zresztą jak nie jest to jedynie przeżycie pozytywne. Taki kontakt to również bardzo dobra szansa dla podopiecznego do czynienia wszelkiego rodzaju doświadczeń, na przykład: tworzenia relacji przyjaźni z opiekunem i zmieniania poziomu urzędowego na partnerski. Jeśli jest się u siebie, łatwiej przychodzi przełamać podejście schematyczne, zachowywać się w sposób nieskrępowany powagą instytucji, zobaczyć w pracowniku socjalnym po prostu dobrego człowieka, poświęcającego czas i energię na udzielanie pomocy. Wiele rozmów potoczy się we właściwym kierunku właśnie dopiero w domu klienta, kiedy nie będzie przeszkadzał telefon, kiedy żaden spośród czekających interesantów nie zaglądnie do pokoju z panicznym wyrazem twarzy, a lekkomyślna koleżanka nie zapyta w najbardziej nieodpowiednim momencie: chcesz kawy? Poza tym liczni klienci odbierają wizytę w ich domu jako liczące się praktyczne ułatwienie (nie muszą jechać do ośrodka pomocy społecznej) lub też jako wyjście naprzeciw ich emocjonalnym problemom (mogą opowiadać o własnych kłopotach nie przytłoczeni "majestatem" instytucji).

 
 
Trwający w naszym kraju od 1990 roku proces przeobrażeń ustrojowych w sferze społeczno-gospodarczej wywarł swoiste piętno na sytuacji bytowej wielu polskich rodzin, jednocześnie oddziaływując na treść, obszar i rozmiary działalności socjalnej.
Ze względu na pojawiające się nowe zjawiska patologii społecznej, najbardziej jaskrawy wymiar przybierające w postaci licznego bezrobocia i jego pochodnych (ubóstwo, bezdomność, alkoholizm, głodne dzieci), uległy poszerzeniu zakres i wielkość poczynań ratowniczo-opiekuńczych natury socjalnej.
Ośrodki pomocy społecznej (zwane dalej OPS) odczuwają wyraźnie zwiększony napływ interesantów. Nacisk na uzyskanie wsparcia, natarczywość, a także próby wyłudzenia świadczeń.
W całej okazałości występuje niezaradność życiowa rodzin (zwłaszcza pozbawionych stałej pracy) objawiająca się m.in. biernym stosunkiem do życia, brakiem zdecydowanej dążności do wyjścia z sytuacji kryzysowej, apatią, godzeniem się z beznadziejnością sytuacji oraz pijaństwem, a także agresywną postawą wobec pracowników socjalnych. Wyraźnie widać, iż niedostatek zaskoczył tych ludzi, nie przygotowanych do takich okoliczności. Wśród społeczeństwa kształtują się przy tym rozbieżne opinie(...)
(...) pracownicy socjalni, zastępując niejednokrotnie samych zainteresowanych, występują w wielu przypadkach z cennymi inicjatywami, które pozwalają rozwiązać pojedyncze problemy nękające rodziny czy też osoby wymagające określonego wsparcia o trwałym charakterze.

T. Fudała: Z opowieści pracowników służby socjalnej, [w: ]Pamiętniki serca, Łomża 1996.

 
Istotne przesłanki kontaktu

Iść do klienta czy też nie? Czekać w ośrodku pomocy społecznej lub poradni, zaprosić do urzędu czy samemu udać się w drogę i poszukać go w domu? Nikt nie jest w stanie podać w tym zakresie jednoznacznych wytycznych lub jedynego prawdziwego kryterium dla podejmowania decyzji. Jednakże wydaje się, że najbardziej przydatnym zdroworozsądkowym argumentem jest ocena: w jakim stopniu odkładanie tego kontaktu na później zagraża samemu klientowi lub związanym z nim osobom? To chyba kluczowe pytanie. Ponadto jasnym i jednoznacznym wyznacznikiem są sytuacje, w których w grę wchodzą problemy dzieci w konfrontacji z dorosłymi, a także kiedy jesteśmy pewni, że człowiek wymagający fachowej interwencji (mający problemy lub stanowiący problem dla domowników) po prostu nie przyjdzie do naszej placówki. Od pewnego momentu nawarstwianie się problemów staje się takim zagrożeniem psychicznej lub/i fizycznej integralności osoby podopiecznego, że nie wolno nam oczekiwać na jego inicjatywę, gdyż będzie się to równało zaniechaniu pomocy.

Powróćmy jeszcze do kontrargumentu "naruszenia sfery prywatności" klienta. Każda wizyta osoby nie należącej do najbliższej rodziny jest swoistym wchodzeniem do osobistego życia danego człowieka. Fachowo pomagający nie stanowi więc szczególnego wyjątku. Można zresztą złagodzić ten efekt, zapowiadając swoje odwiedziny telefonicznie lub listownie. Oczywiście w takim wypadku może się zdarzyć, że rodzina korzystająca z zasiłku podkreśli sztucznie swoje ubóstwo; że nie zadbane i bite dziecko zostanie na tę okoliczność ładnie ubrane, nakarmione i obdarowane zabawką; że alkoholiczka wreszcie wysprząta mieszkanie, "aby ta z mopsu nie myślała, że jestem brudas". Tego rodzaju mistyfikacje są jednak łatwe do zauważenia i bynajmniej nie fałszują obrazu życia klienta. A poza tym - jeżeli nawet tylko "na pokaz" coś przez kilka lub kilkadziesiąt godzin zmieni się na lepsze w życiu tych ludzi, jest to już sam w sobie pierwszy pozytywny efekt moich odwiedzin!

Przy okazji wizyty domowej można pozyskać wiele cennych informacji, dużo zauważyć, a przy tym dać do zrozumienia klientowi, że nie przyszło się do jego mieszkania w charakterze kontrolera, rewizora czy policjanta. Rodzaj wrażenia, jakie pozostawiamy po sobie, zależy głównie od naszego osobistego taktu, profesjonalności, umiejętności komunikacji efektywnej i dopasowanej do rodzaju podopiecznego. Rzecz jasna, różne sytuacje wymagają od pracowników socjalnych różnych sposobów postępowania. Niekiedy trzeba będzie uwidocznić stanowczość, krytykę, zdecydowanie przeforsować najważniejsze cele. Kiedy indziej nieodzowna będzie łagodność, uspokojenie, dodawanie odwagi. Zawczasu trzeba wiedzieć, w jakim celu udaję się do klienta - natomiast strategię prowadzenia rozmowy można obrać dopiero na miejscu, zależnie od okoliczności, bowiem nie ma dwóch identycznych spotkań. "Wojowniczy" w ośrodku klient może się na przykład okazać przemiłym gospodarzem, chcącym zrobić wszystko dla gościa; matka nie przyjmująca żadnej krytyki w poradni, teraz wyzna ze łzami, że "w urzędzie" jakoś nie potrafi przyznać się do swych błędów życiowych i wychowawczych, ale w rzeczywistości chce zrobić wszystko dla córki, bo "i ona może zejść na złą drogę."

Próba usystematyzowania wysiłków

Wśród wspomnianych powyżej reguł i standardów, porządkujących podejmowane wysiłki, należy przede wszystkim wymienić jasno sformułowany (sformułowany dla siebie, a więc niekoniecznie komunikowany klientowi!) cel tych odwiedzin. Stanowi to wytyczenie kierunku, w jakim będziemy prowadzić rozmowę, a więc uchroni od błędu załatwiania wszystkiego na raz. Jest wiele możliwych kategorii teoretycznych, według których fachowo pomagający może "posortować intencje". Kontakt z klientem możemy zdefiniować jako:
A - prewencję (profilaktykę),
B - poradnictwo, względnie towarzyszenie w procesie naprawczym (samopomocowym),
C - stabilizację, czyli utrwalenie osiągniętych pozycji (celów, etapów itp.),
D - rekonstrukcję (przywrócenie pożądanego stanu).


ad. A
Już samo udanie się do miejsca zamieszkania klienta przybliża cały kontekst socjalny jego życia. Rzadko kiedy podopieczny jest "wyjątkiem", szczególnie odbiegającym od problemów środowiska, w którym egzystuje. A nawet wtedy naoczna analiza bardzo się przyda, gdyż dzięki niej można przynajmniej pobieżnie ocenić możliwości zorganizowania sieci socjalnej lub zreaktywowania tej już kiedyś funkcjonującej. Im wcześniej nawiążemy kontakt z klientem, im wcześniej zareagujemy na rodzące się trudności i zagrożenia (na przykład: wdowa z czworgiem dzieci, której mąż zginął niedawno w wypadku samochodowym; powrót samotnego emeryta ze szpitala; ciąża piętnastoletniej dziewczyny), tym większa będzie skuteczność oferowanego wsparcia, tym mniej trzeba będzie potem naprawiać w życiu tego człowieka. Profilaktyczne odwiedzanie klientów można też nazwać "socjalnym systemem wczesnego ostrzegania." Bowiem profesjonalista potrafi bardzo wcześnie wychwycić dopiero co powstające zagrożenia w życiu pojedynczego człowieka, rodziny czy nawet całego środowiska.

Niebezpieczeństwem w tych działaniach jest błędna ocena sytuacji i nadgorliwość, w wyniku której niesprawiedliwie ocenia się klienta i konfrontuje go z nieuzasadnionymi zarzutami. Taki błąd skutecznie odstrasza tego człowieka od korzystania z pomocy fachowo pomagających Dlatego kolejność postępowania musi przedstawiać się następująco: najpierw dokładna anamneza, następnie diagnoza socjalna, a dopiero potem przedstawienie klientowi naszego oglądu całej sprawy i koncepcji rozwiązania problemów.

ad. B
Zwłaszcza osoby zajmujące się poradnictwem rodzinnym opowiadają się za odwiedzaniem klientów w ich mieszkaniach. Każda relacja podopiecznego w poradni (ośrodku pomocy społecznej) jest wycinkowa, fragmentaryczna. Klimat domu, rodzina w komplecie, spontaniczna komunikacja są niezbędne, aby udzielane rady nie pozostawały na poziomie teoretycznym, aby rzeczywiście dotyczyły "świata", w którym żyją klienci. Pewnych ważnych kwestii nie da się dowiedzieć, trzeba je dosłownie wyczuć. Wielokrotnie taka wizyta otwiera oczy na prawdziwe problemy rodziny, istotnie różniące się od tego, co mówili klienci. Zwłaszcza dzieci w warunkach domowych są niewspółmiernie bardziej otwarte i szczere, niż w sterylnej atmosferze instytucji. Oczywiście takie efekty są możliwe do osiągnięcia tylko przy pełnej i niewymuszonej zgodzie rodziny na wizytę pracownika socjalnego. Ale ponieważ mówimy w tym punkcie o poradnictwie lub procesie pomocy do samopomocy, jest to chyba jak najbardziej oczywisty postulat.

Trudności wiążą się tutaj zwłaszcza z sytuacjami wymagającymi mediacji. (Mediacji poświęcone zostało całe wydanie kwartalnika na temat nr 2/1999: "Gdzie dwóch się bije, tam trzeci... musi ich rozdzielić. Modele profesjonalnej mediacji"). Niektórzy fachowo pomagający przyznają również, że rodzina odwiedzana kilkukrotnie, tak bardzo staje się im bliska, że tracą profesjonalny dystans, co rzeczywiście może być utrudnieniem, zwłaszcza wtedy, jeżeli problem wymaga zmotywowania klienta do opowiedzenia się za trudnymi decyzjami lub działaniami.

ad. C i D
W gruncie rzeczy w tych punktach chodzi dokładnie o to samo, co robimy w naszej placówce, tyle że zmieniają się okoliczności wykonywania tej pracy. Wielu pracowników socjalnych uważa, że bezpośrednio u klienta lepiej im się pracuje, bo na miejscu udaje się więcej osiągnąć i nie traci się czasu na dochodzenie do informacji, które można po prostu zauważyć. Zwłaszcza w przypadku kryzysów klient może rozpocząć działanie od zaraz. Nie udzielamy mu rad, z którymi musi udać się jeszcze na przykład do żony lub męża, lecz może tu i teraz spróbować zmieniać swoje życie, praktycznie, bez odkładania decyzji na później.

U naszych zachodnich sąsiadów

Niemieccy pracownicy socjalni cenią sobie wizyty w domu klienta zwłaszcza jako model reagowania na problemy dzieci. Jeżeli do instytucji pomocy społecznej lub pedagogicznej dotrze sygnał o jakiejś formie zaniedbywania czy prześladowania dziecka, jest on najpierw oficjalnie rejestrowany. Dodajmy przy tym, że zgłaszającym może być szkoła, przedszkole, policja, jakaś inna instytucja, ale również dziadkowie, sąsiedzi, krewni, rówieśnicy. Poważnie traktuje się również sygnały przekazywane anonimowo. Klient (w tym wypadku rodzic lub opiekun dziecka) otrzymuje oficjalne pismo, w którym prosi się go o zgłoszenie się w odpowiednim ośrodku. Zależnie od rodzaju problemu, wstępnie pozyskanych informacji i stopnia zagrożenia nieletniego, daje się klientowi określony czas na stawienie się, przy czym nigdy nie dłuższy niż kilka dni. Im młodsze dziecko, tym krótszy czas pozostawia się na zareagowanie. Brak reakcji w sytuacjach nie zakwalifikowanych jako niebezpieczne (i tylko wtedy!) prowadzi do wysłania kolejnego pisma lub/i nawiązania kontaktu telefonicznego. Jeżeli i tym razem próba zainicjowania interwencji nie przynosi rezultatu, do pomocy zapraszane są inne instytucje (z którymi klient jest związany przez dziecko lub osobiście), a także sąsiedzi klienta. Natomiast w razie uzasadnionego podejrzenia, że zdrowie lub bezpieczeństwo dziecka jest poważnie zagrożone - przystępuje się do natychmiastowej interwencji, polegającej właśnie na odwiedzinach klienta w jego domu.

Na miejsce udają się co najmniej dwie osoby, aby możliwe było równoczesne przeprowadzenie dwóch rozmów: z dzieckiem i z jego rodzicami, na których wpłynęła skarga. Zdarza się oczywiście, że podejrzany o łamanie praw dziecka nie chce otworzyć drzwi. Jeżeli odgłosy dochodzące z mieszkania i opinie sąsiadów wskazują, że nie wolno dłużej czekać, wtedy pracownicy socjalni mają prawo skorzystać z pomocy straży pożarnej, firmy demontującej zamki itp., aby wbrew woli właściciela mieszkania dostać się do środka. W razie potrzeby wzywa się dodatkowo policję, której w związku z zaistniałą sytuacją nie wolno odmówić przybycia. Przy eskalacji sytuacji fachowo pomagający mogą zabrać dziecko i umieścić je do czasu wyjaśnienia sprawy w placówce opiekuńczej. W pewnych okolicznościach możliwe jest siłowe odebranie dziecka, przy czym informuje się rodziców, że mogą natychmiast skontaktować się z sądem rodzinnym i tam zaskarżyć tę decyzję. W większości przypadków właśnie ta zmasowana i bezkompromisowa akcja uświadamia rodzicom, iż posunęli się za daleko. Efektem tego pozytywnego szoku jest diametralna zmiana postawy i zadeklarowanie chęci innego postępowania, zgodnie z zaleceniami fachowo pomagającego. Pracownik socjalny przychodzi tam w majestacie prawa, ale przecież po to, aby pomóc. Klienci zdają sobie sprawę, że mogą z tego wsparcia skorzystać.

Cały kontekst interwencji ma oczywiście bardzo szczegółowe odniesienia do obowiązującego w Niemczech prawa (czego nie będziemy teraz omawiać), tak więc działania te można uznać za rutynową formę pracy socjalnej.

03.03.1993 - zrobiłam "rachunek sumienia", teczka po teczce przeglądałam "swoje" rodziny. Każdej z nich pomogłam i cieszę się, że nie tylko finansowo. Pieniądze (zresztą niewielkie) to uzupełnienie prawdziwej pomocy.
Ile razy wyrzucana drzwiami wracałam oknem?
Ile razy trafiałam na bezduszność i "twarde głowy"?
Ile razy próbowano mnie sprowadzić na ziemię?
Tego nie da się policzyć, bo przecież każda sprawa jest inna i problemy rodzin, chociaż z pozoru takie same, muszą być rozwiązywane w sposób indywidualny.

Cieszy mnie fakt, że zawsze udawało mi się osiągnąć zamierzony cel. Swoim uporem wręcz zmuszałam ludzi do działania. Bardziej energicznych namawiałam do podejmowania działalności na własną rękę. Słabszym pomagałam znaleźć pracę, czasami mieszkanie. Wiele razy byłam rozjemcą w konfliktach małżeńskich i rodzinnych, i Świętym Mikołajem dla starych i samotnych. Popadłam chyba w samozachwyt - prawda jest jednak taka, że im więcej robię, tym więcej pracy przede mną.

E. Ałtyn: Uwaga! Człowiek! [w:] Pamiętniki serca, Łomża 1996.

 
Korzenie i perspektywy

Docieranie do klienta w miejscu jego zamieszkania ma, jak już wspomnieliśmy, bardzo głębokie korzenie w tradycyjnej pracy socjalnej. Próby rezygnowania z tego modelu okazałyby się w wielu przypadkach nienaprawialnym błędem. Należy natomiast zastanowić się, jak ten model ma wyglądać, aby przystawał do mentalności współczesnego społeczeństwa, którego przecież nasz podopieczny jest członkiem. Zasadniczą sprawą jest tu z pewnością sposób oferowania pomocy. Ocalenie godności klienta i jego wiary we własne siły ma takie samo istotne znaczenie jak materialne efekty pomocy. Spróbujmy zatem w punktach naszkicować ramy, w jakich powinny się odbywać spotkania w domu klienta:

1. Serdeczność przy udzielaniu wsparcia, które powinno trwać tak długo, jak jest potrzebne i jak sobie tego życzy klient - a więc bez sztucznego przedłużania kontaktu, ale też bez jego przedwczesnego przerywania. Ta zasada ma w pewnym sensie charakter ideału. Bo w rzeczywistym codziennym życiu będzie wiele sytuacji, w których klient nie potrafi obiektywnie ocenić, czy fachowo pomagający rzeczywiście powinien już zakończyć swoją misję.
2. Elastyczność w tworzeniu relacji pomocowych. Wizyta pracownika socjalnego nie powinna być wydarzeniem "przewracającym do góry nogami" normalny przebieg dnia rodziny. Razem (fachowo pomagający i klienci) ustalamy, kiedy się spotkamy i planujemy ogólnie, jak spędzimy ten czas, jakimi problemami się priorytetowo zajmiemy. Ten postulat nie jest obniżeniem rangi profesjonalnego pomagania, wręcz przeciwnie - jest techniką normalizacji stosunków z klientem. Każda wyjątkowość zakłóca obiektywne postrzeganie problemów podopiecznych. Im bardziej naturalne będą wzajemne relacje, tym prędzej dotrzemy do prawdy o tej rodzinie.
3. Otwartość na problemy, które chce zakomunikować klient. Sprawy przybierają niekiedy niespodziewany obrót - po "wypłakaniu się na ramieniu" pracownika socjalnego następuje czasem takie otwarcie i szczerość, jakich w innych warunkach nie moglibyśmy oczekiwać.
4. Dyskrecja na poziomie analogicznym do rozmów w ośrodku pomocy społecznej (poradni). Klient musi wiedzieć, że fachowo pomagający nadal jest z założenia po jego stronie i w pełni będzie zachowywał tajemnicę zawodową.
5. Niektóre źródła zachęcają, aby do tego rodzaju pomocy angażować wolontariuszy, którzy nie zastępują pracownika socjalnego, lecz mu asystują. W pewnych sytuacjach mogą pełnić rolę "przedłużonego ramienia", towarzysząc klientowi w realizowaniu programu naprawczego.

***

Odwiedziny klienta w jego mieszkaniu nie muszą mieć wcale ostrych konturów. Nie należy postrzegać ich jako kontroli, lecz interpretować w kategoriach skutecznego modelu wsparcia. Idziemy do podopiecznego z ręką wyciągniętą w geście pomocy, a nie po to, by go zastraszać czy prześladować. Ten człowiek musi tylko zrozumieć nasze intencje.

uwagi, komentarze