Pierwsze
kroki w zawodzie pracownika socjalnego
Zły początek zły koniec przynosi.
Eurypides
Człowiek, który lubi swój zawód, zawsze
wybić się musi.
Władysław Biegański
Motto ma sygnalizować myśl przewodnią lub główny
temat tekstu, przed którym zostało umieszczone. W tym artykule
jest inaczej. Obydwa cytaty mają charakter trochę przekorny. W
niniejszym artykule będziemy bowiem między innymi szukać odpowiedzi
na dwa pytania:
1. Jeżeli świeżo upieczony pracownik socjalny
napotyka na początku swej drogi zawodowej na liczne trudności
- czy oznacza to, iż nigdy nie będzie wykonywał tej pracy w sposób
prawidłowy?
2. Jeżeli pracownik socjalny naprawdę lubi swój
zawód i wybrał go kierując się powołaniem - czy sprawi to, iż
niezależnie od okoliczności osiągnie tak zwany sukces?
Gdy przyjrzymy się uważnie tym pytaniom, przede
wszystkim rzuci się nam w oczy, że obydwa pośrednio lub bezpośrednio
wskazują na jeden fakt. Mianowicie ten, że wykonywanie zawodu
pracownika socjalnego nie należy do zajęć łatwych - wręcz przeciwnie.
W związku z tym nasuwa się logiczny wniosek: szczególnie trudno
jest osobom rozpoczynającym tę pracę. Droga pracownika socjalnego,
stawiającego w obranym zawodzie pierwsze kroki, bynajmniej nie
ściele się różami. Dlaczego tak jest? Na czym polegają trudności?
Jak im zaradzić? Lektura tego artykułu ma dostarczyć odpowiedzi
na te i podobne pytania, ważne dla każdego fachowo pomagającego
działającego na polu pomocy społecznej.
Rozpoczęcie wykonywania zawodu otwiera nowy rozdział
w biografii każdego człowieka. Okres nauki (studiów) jest jeszcze
stosunkowo beztroskim etapem życia. Podejmując pracę zawodową,
ma się poczucie, że dopiero teraz naprawdę wchodzi się w dorosłość
- ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi jej stronami. Jest w
tym coś definitywnego, co przypomina nieodwołalne przekraczanie
jakiejś ważnej granicy. Nic więc dziwnego, że każdy człowiek stojący
u początku swojej drogi zawodowej, odczuwa często tremę, zadaje
sobie pytanie: czy się sprawdzę? i zastanawia się, jak najlepiej
wykorzystać w praktycznym działaniu wiedzę, którą zdobył podczas
kształcenia.
W przypadku zawodu pracownika socjalnego wszystkie
te rozterki nabierają szczególnej ostrości i szczególnego znaczenia.
Pracownik socjalny jest osobą fachowo pomagającą.
Jego praca polega na fachowym pomaganiu, i to
ludziom, którzy zmagają się z różnymi, nieraz bardzo trudnymi
problemami. W tym zawodzie polem działania jest ludzka społeczność,
która przypomina, jak można by powiedzieć w przenośni, żywy organizm.
Oczywiste wydaje się więc, że popełnianie błędów (na przykład
wskutek niedoświadczenia) przynosi tutaj szczególnie negatywne,
czasem niebezpieczne konsekwencje. Z drugiej strony zawód pracownika
socjalnego jest pracą niesłychanie trudną, absorbującą, prowadzoną
nieraz w ciężkich warunkach i z roku na rok coraz bardziej "zagarniającą"
tego, kto rzeczywiście się jej poświęcił.
Fachowe piśmiennictwo dotyczące początków pracy
w zawodzie pracownika socjalnego zwraca uwagę na kilka ważnych
aspektów, nieodzownych przy rozważaniu tego tematu. Zależą one
wzajemnie od siebie, a ich granice są dość płynne. W różnych pozycjach
(książkach czy periodykach bądź materiałach szkoleniowych i seminaryjnych)
przedstawia się je z bardzo różnej perspektywy i często w dość
nieuporządkowany sposób. Celowym wydaje
się więc usystematyzowanie najważniejszych z tych aspektów, co
też stara się czynić niniejszy artykuł.
I.
Przedstawienie problemu
Początek wykonywania zawodu pracownika socjalnego
jest zawsze trudny. Nawet najlepszy i najzdolniejszy słuchacz
studium pracowników służb społecznych, nawet wyróżniony absolwent
uniwersytetu napotka w tym początkowym stadium na szereg trudności.
Oczywiście konieczność przyswojenia sobie odpowiedniej wiedzy
teoretycznej rozumie się sama przez się. Prawdą jest również,
że w trakcie kształcenia przyszły pracownik socjalny odbywa praktyki.
Lecz obydwa te elementy należą do całkiem innej płaszczyzny niż
rzeczywistość zawodowa. Rozpoczęcie wykonywania zawodu można porównać
do wejścia w nowy, obcy świat. Jest przy tym całkowicie zrozumiałe,
że początkujący pracownik socjalny odczuwa najpierw niepewność
lub przeciążenie.
Propozycja rozwiązania
Świat rzeczywistości zawodowej trzeba poznać i
zrozumieć. Nie obejdzie się przy tym bez porażek. Początkujący
pracownik socjalny jest bowiem pionierem w nowym świecie rozpoczynanego
zawodu i jako taki musi uczyć się na własnych błędach. Doświadczenia
i kompetencji nie dostanie się za darmo; trzeba je zdobywać w
mozole.
Jednak pracownik socjalny nie jest zostawiony sam
na sam ze wszystkimi trudnościami. W opisanym procesie poznawania
i rozumienia zasadniczą pomocą powinny być dwie podstawy. Pierwsza
z nich to wiedza zdobyta podczas lat kształcenia oraz dodatkowe
wiadomości, których pracownik socjalny poszukuje na własną rękę
w celu stałego podnoszenia swych kwalifikacji (lektura fachowych
książek i czasopism, branie udziału w kursach i seminariach itd.).
Drugą pomocną podstawę stanowi wsparcie ze strony starszych stażem
koleżanek i kolegów. Wielu z nich chętnie dzieli się swoim doświadczeniem
zawodowym z "nowymi". Nawet od tych, którzy nie mają
czasu albo ochoty na udzielanie rad, można coś niecoś
podpatrzeć.
II.
Przedstawienie problemu
W tym miejscu większość Czytelników z pewnością
powie, że pomiędzy doświadczonymi pracownikami socjalnymi a zaczynającymi
właśnie aktywność zawodową absolwentami szkół socjalnych - istnieją
często konflikty, niechęć, wzajemne uprzedzenia i animozje. Rzeczywiście
tak bywa. Przedstawianie pracowników socjalnych jako jednej wielkiej
i zawsze zgodnej rodziny byłoby obrazem nieprawdziwym i lekko
kiczowatym. Trzeba wprawdzie mieć świadomość, że ta grupa zawodowa
jest bardziej solidarna niż wiele innych profesji. Może wynika
to stąd, że większość pracowników socjalnych naprawdę odczuwa
powołanie do swego zawodu, a może stąd, że w pracy tej kwestie
etyczne są szczególnie istotne.
Jednocześnie trzeba sobie powiedzieć, że wśród
pracowników socjalnych, jako grupy zawodowej, spory i polaryzacje
są na porządku dziennym. Ma to również miejsce w interesującym
nas przypadku "starych" i "nowych". Ci pierwsi
w osobach początkujących widzą często żółtodziobów bez doświadczenia,
którzy przychodzą z nadzieją, że do każdej sytuacji praktycznej
uda im się dopasować jedną z wyuczonych teorii. Z kolei nowo przybyli
uważają często, że zasiedziali pracownicy socjalni dysponują wiedzą
w wielu przypadkach przestarzałą, że ich wykształcenie sprzed
lat nie jest równie dobre jak to oferowane dzisiaj i że - co najgorsze
- nie dadzą sobie zwrócić uwagi. W związku z tym świeżo upieczeni
pracownicy socjalni skarżą się, że nie dość, iż wykonywanie tego
zawodu jest nieraz trudniejsze niż przypuszczało się w trakcie
nauki, to jeszcze atmosfera w miejscu pracy pozostawia wiele do
życzenia.
Propozycja rozwiązania
Wbrew pozorom opisany powyżej problem jest jednym
z łatwiejszych do rozwiązania, ponieważ wymaga "tylko"
dobrej woli obydwu zaangażowanych stron. Jak ma ta dobra wola
wyglądać w praktyce?
Zaczynający życie zawodowe pracownicy socjalni
pragną zaprezentować się starszym koleżankom i kolegom z jak najlepszej
strony, chcą pokazać, że są pewni siebie, kompetentni i profesjonalni.
Takie zachowanie jest jak najbardziej zrozumiałe i najczęściej
młodzi pracownicy socjalni wcale tutaj nie udają, tylko przedstawiają
swoje prawdziwe umiejętności. Jednak te wszystkie młode, pełne
zapału i ideałów osoby muszą zdać sobie sprawę, że konieczne jest
stworzenie realistycznej bazy kooperacyjnej ze starszymi stażem
pracownikami. Zaś budowa takiej współpracy opartej na racjonalnych
podstawach wymaga, aby nowo przybyły umiał dostrzec granice swych
umiejętności i kompetencji. I nie tylko dostrzec, ale i przyznać,
że tu czy tam brak doświadczenia jest mu jeszcze przeszkodą w
pełnym rozwinięciu zdolności, jakimi dysponuje. Zaczynający wykonywanie
zawodu pracownicy socjalni, którzy przedstawiają się jako super-profesjonaliści,
nonszalancko rozwiązujący wszystkie problemy, zazwyczaj nie napotykają
na akceptację i zrozumienie ze strony starszego personelu. Nikt
też nie będzie skory do udzielania rad i pomocy takiemu "pracownikowi
socjalnemu do drugiej potęgi". Jednocześnie młodzi pracownicy
socjalni nie powinni popaść w drugie ekstremum, to znaczy odsuwać
od siebie co trudniejsze obowiązki, tłumacząc się niedoświadczeniem
i młodym wiekiem. Uznać własne granice nie oznacza przybierać
postawę osoby zupełnie niekompetentnej. Przyznać, że nie wszędzie
można sobie poradzić samemu nie oznacza założyć ręce i przyglądać
się, jak pracują inni. Pomiędzy dwoma opisanymi postawami skrajnymi
młody pracownik socjalny musi samodzielnie wykształcić harmonijne
i wyważone nastawienie do swojej własnej osoby oraz do pozostałych
członków zespołu.
Ale ciężar wypracowania pozytywnych warunków i
korzystnej atmosfery pracy spoczywa nie tylko na ramionach "nowych".
Również starsi stażem pracownicy socjalni muszą wykonać swoją
część. Konkretnie chodzi tutaj o to, żeby umieli dostrzec pewien
fakt, a mianowicie: że zaczynające pracę osoby przynoszą często
do obranego zawodu kreatywność, nowe pomysły, świeże idee, innowacyjne
impulsy itd. Wiele z tych elementów usprawnia wykonywanie obowiązków,
ożywia atmosferę pracy i przepędza niedobrą rutynę, która zatruwa
wiele placówek. Starsi pracownicy socjalni powinni być otwarci
na pozytywne impulsy i powiew świeżości, jakie wnoszą "nowi".
To, że ktoś stawia dopiero pierwsze kroki na polu pracy socjalnej
nie znaczy, że wszystkie jego pomysły są fantasmagoriami młodego
zapaleńca. Młodość i niewielkie doświadczenie zawodowe wcale nie
znaczą, że każdy pomysłowy pracownik socjalny tuż po szkole ma
"pstro w głowie". Natomiast na zarzuty mniej starannego
przygotowania teoretycznego, które "nowi"- często niesłusznie
- wysuwają pod adresem starszego personelu, najlepiej odpowiedzieć
pokazaniem, że przez cały czas dba się o dalsze kształcenie i
rozwój zawodowy. Stała lektura fachowych książek i czasopism,
uczestniczenie w kursach, przyswajanie sobie nowych technik pracy
socjalnej - to niektóre ze skutecznych sposobów.
Na pracowników socjalnych, jak na wszystkich fachowo
pomagających, czeka trudna i nieraz niewdzięczna praca. Dodatkowo
muszą zmagać się z nie sprzyjającymi warunkami zewnętrznymi, takimi
jak niskie wynagrodzenie za wykonywane obowiązki, słaby prestiż
społeczny itp. Dobrze byłoby więc, aby całej tej sytuacji nie
utrudniały dodatkowo wewnętrzne konflikty i nieporozumienia między
personelem placówek socjalnych.
III.
Przedstawienie problemu
Część młodzieży wybiera szkoły dla pracowników
socjalnych tylko dlatego, że nie mają innego pomysłu na przyszłość,
że ta droga kształcenia wydaje im się najłatwiejsza albo w pobliżu
swego miejsca zamieszkania nie znaleźli "nic lepszego"
od tego studium. Niektórzy z tych młodych ludzi w trakcie nauki
mimowolnie zaczynają naprawdę interesować się zawodem pracownika
socjalnego. Inni na zawsze będą odczuwać w stosunku do tej profesji
obojętność albo (bo i tak się zdarza) niechęć.
Na szczęście równie wiele osób czuje prawdziwe
powołanie do zawodu pracownika socjalnego. Frapuje ich ta praca.
U progu kształcenia społeczeństwo wydaje im się jak ocean, w którym
będą nurkować oni - przyszli pracownicy socjalni - i wspierać
tych osłabłych, nie mogących płynąć dalej. Duża grupa osób wybierając
profesję pracownika socjalnego kieruje się pobudkami etycznymi
i/lub religijnymi. Z zapałem kształcą się, nie żałują sił ani
zaangażowania podczas odbywania praktyk, i nie mogą się doczekać,
kiedy wreszcie pozwoli się im zanurzyć z głową w wybranej dziedzinie.
Wychodzą ze szkoły ze świeżym dyplomem, jeszcze pachnącym farbą
drukarską, i zazwyczaj opatrzonym wysoką notą. Z ufnością i nadzieją
zaczynają pracę. Lecz po kilku czy kilkunastu miesiącach w serca
tych idealistów z wolna wkrada się niepokój. Praktyka pracy wygląda
bowiem jakoś inaczej niż to, czego uczyli się w szkole. Zaczynają
więc zadawać sobie następujące pytania.
- Czy nie wykonujemy pracy, którą każdy może, a
przynajmniej powinien, robić? Czy te zadania, które podejmujemy
dzisiaj my, dawniej nie należały po prostu do obowiązków wielopokoleniowych
rodzin, wspólnot religijnych, lokalnych społeczności sąsiedzkich?
Co to właściwie za zawód: pracownik socjalny? Uczono nas trochę
psychologii, trochę zagadnień prawnych, trochę socjologii i tak
dalej. A jednak nasze kompetencje są ograniczone i często musimy
zwracać się o pomoc do psychologa, do prawnika, do socjologa,
do lekarza. Jako pracownicy socjalni stoimy gdzieś pośrodku między
tymi zawodami. Nie jesteśmy ani jednym, ani drugim, ani trzecim.
Wolontariusze też mogą pełnić pracę podobną do naszej. Czy więc
nasze kształcenie miało w ogóle sens? Może powinniśmy się przekwalifikować
póki jeszcze czas? Może w rzeczywistości nie jesteśmy wcale potrzebni?
Społeczeństwo i tak patrzy na nas z góry . "Ona jest tylko
pracownikiem socjalnym!" Prawnik czy psychiatra cieszą się
zupełnie innym statusem i poważaniem!
Te wszystkie rozterki są symptomami bardzo niebezpiecznego
problemu, który może dręczyć różne grupy wiekowe pracowników socjalnych,
ale najczęściej pojawia się u początku drogi zawodowej i dotyka
zwłaszcza tych najbardziej zaangażowanych idealistów. Problem
ten nazywa się: zwątpienie co do własnej profesjonalności oraz
sensu i przydatności wykonywanej pracy.
Propozycja rozwiązania
Pracownicy socjalni muszą przekonać się, że są
każdemu społeczeństwu bardzo potrzebni - wręcz niezbędni!
To, co nazywamy społecznością ludzką można porównać do skomplikowanej
budowli z kart. Prawidłowe jej ustawienie wymaga wiele wysiłku,
czasu i cierpliwości, natomiast zburzyć ją jest łatwiej niż się
przypuszcza. Pewne zawody w sposób szczególny powołane są do pilnowania,
aby delikatna i rozbudowana konstrukcja społeczeństwa nie chwiała
się, bo to grozi jej upadkiem. Do takich profesji należy zawód
pracownika socjalnego. To, że nie jest on tak dobitnie określony
jak zawód psychologa, lekarza czy prawnika wcale nie przemawia
na jego niekorzyść. Wręcz przeciwnie. Płynne granice tej profesji
są właśnie dowodem, że praca w zawodzie pracownika socjalnego
łączy w sobie wiele różnych płaszczyzn i jest wspólnym mianownikiem
dla rozmaitych zawodów, w których pomaga się ludziom. To stanowi
o niezwykłości i niepowtarzalności zawodu pracownika socjalnego.
To pokazuje, jak wszechstronna jest jego praca i jakich wymaga
kompetencji, wiedzy, umiejętności oraz zaangażowania.
Oczywiście każdy człowiek może - i powinien - pomagać
drugiemu. Ale czasem "zwykła" pomoc nie wystarcza, bo
problemy zintensyfikowały się i urosły na tyle, że dla ich rozwiązania
potrzeba pomocy profesjonalnej. Pracownik socjalny
jest tym, który najczęściej jako pierwszy zjawia się na scenie
sytuacji kryzysowej. On ją ocenia, a następnie stara się , wykorzystując
swą fachową wiedzę, doprowadzić do pomyślnego rozwiązania tego
kryzysu. Po drodze zwraca się o pomoc do innych specjalistów,
ale to wcale nie oznacza, że jego własne kompetencje są ograniczone.
Odwrotnie - są one bardzo szerokie, ponieważ to na pracowniku
socjalnym spoczywa obowiązek konstruowania całej sieci
pomocowej poprzez zwracanie się w odpowiednim czasie
do odpowiednich profesji pokrewnych w celu przeprowadzenia odpowiednich
działań pomagających klientowi. To wielkie zadanie i wielka odpowiedzialność.
Dobry pracownik socjalny musi być wszystkim po trosze: prawnikiem,
psychologiem, lekarzem, spowiednikiem, psychoterapeutą, socjologiem...
Te wszystkie prawdy pracownicy socjalni, zwłaszcza
młodzi, muszą sobie - jak wspomnieliśmy na początku - uświadomić.
W międzyczasie powstało już wiele narzędzi pomocy, które ułatwiają
zwątpionym początkującym pracownikom socjalnym wypracowanie poczucia
własnej wartości zawodowej. Najważniejsze spośród nich to: organizowanie
i uczestniczenie w grupach samopomocowych dla pracowników socjalnych,
branie udziału w grach grupowych dla zawodów fachowego pomagania,
współpraca i solidarność w środowisku zawodowym pracowników socjalnych,
czytanie fachowych książek i czasopism, uczęszczanie na prelekcje
i seminaria, regularna ewaluacja własnej pracy.
IV.
Przedstawienie problemu
Do stojącej na postoju taksówki podbiega pracownik
socjalny i w pośpiechu wsiada do środka. Kierowca pyta: Dokąd
mam panią zawieźć? Kobieta na to, zadyszana: Proszę zawieźć
mnie dokądkolwiek, ja jestem wszędzie potrzebna!
Jest to oczywiście dowcip, w którym jednak kryje
się sporo prawdy. Praca socjalna ma za zadanie rozwiązywać problemy
społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem jego najsłabszych,
najgorzej radzących sobie członków. Kłopot w tym, że w miarę upływu
lat i dziesięcioleci zakres kryzysów i trudności, z którymi ma
poradzić sobie praca socjalna nie maleje, ale rośnie. Do stałych,
znanych problemów, takich jak bezrobocie, bezdomność, niezaradne
socjalnie rodziny - dochodzą nowe: konsumpcja narkotyków, przemoc
ze strony młodzieży, zagrożenie dzieci i młodzieży
przez przemoc (również seksualną), niezbędność
opieki socjalnej, a nie tylko medycznej, nad chorymi na AIDS,
pojawiająca się coraz częściej również w Polsce kwestia uchodźców.
Pracy jest coraz więcej. Czasem nie wiadomo, od czego zaczynać,
za co brać się najpierw.
Wydawać by się mogło, że ogrom zadań powinien przygniatać
szczególnie tych pracowników socjalnych, którzy pracują już w
swym zawodzie przez długie lata. To przecież oni są pewnie najbardziej
wyczerpani, czasem zniechęceni i pozbawieni złudzeń, z ideałami,
które już dawno przemieniły się w zmęczenie. Natomiast ci przychodzący
świeżo po szkole powinni być pełni sił i energii, jeszcze nie
osłabieni rozczarowaniami i nie przeciążeni nadmiarem obowiązków.
Oczywiście bardzo często tak to właśnie wygląda. Ale zdarza się
też inaczej.
Otóż osoby pracujące od lat w pomocy społecznej
bywają tak przyzwyczajone do ciężkiej pracy, tak zahartowane w
trudnościach, że bez protestów przyjmują dodatkowe obowiązki i
cierpliwie starają się wszystkie je wypełnić. Z kolei początkujący
pracownicy socjalni stając w obliczu ogromu zadań, mogą przeżyć
chwile zwątpienia, niepewności i obaw, że sobie nie poradzą. Takie
uczucia albo działają paraliżująco, albo sprawiają, że młody pracownik
socjalny całą swą energię i czas poświęca pracy. I jedna, i druga
postawa jest nieprawidłowa. Może zniechęcić do wybranego zawodu
albo zaowocować syndromem burn out. Skutkiem ciągłego stresu i
nastawienia: "nie zdążę!" jest bardzo często właśnie
efekt wypalenia wewnętrznego. Sprzyja mu też pokusa - realna zwłaszcza
na początku wykonywania zawodu - angażowania się tylko w pracę,
kosztem wypoczynku i życia prywatnego.
Propozycja rozwiązania
Bycie dobrym pracownikiem socjalnym nie oznacza,
że trzeba się spalić w pomaganiu innym. Należy wypośrodkować pomiędzy
bezczynnym załamywaniem rąk w obliczu rosnących problemów a całkowitym
zatraceniem się w pracy. Niedoświadczonym pracownikom socjalnym
może być szczególnie trudno znaleźć taki złoty środek. Na szczęście
teoretycy i praktycy pracy socjalnej już dawno temu zauważyli
opisane powyżej niebezpieczeństwo i wciąż wymyślają nowe sposoby
zwalczania go. Sposoby te przedstawiane są w fachowym piśmiennictwie,
prezentowane podczas kursów dokształceniowych i wykładów.
Również we wspólnych tematach niejednokrotnie
poruszano kwestię nowoczesnych technik usprawniających działania
pracownika socjalnego. Wiernym Czytelnikom tego miesięcznika nieobce
będą takie terminy, jak: superwizja, ewaluacja, zarządzanie poprzez
projekt, menedżment czasowy, standaryzacja wykonywanej pracy,
stosowanie list wzorcowo-organizacyjnych i znormalizowanej dokumentacji,
praca zespołowa itd. Są to narzędzia pomocowe pozwalające na sprawniejsze,
łatwiejsze i bardziej skuteczne wykonywanie nawet najtrudniejszych
obowiązków. Każdy współczesny pracownik socjalny-profesjonalista
powinien umieć się nimi posługiwać. We wspólnych tematach
będziemy kontynuować omawianie tych zagadnień, tak ważnych w praktyce
pracy. Bo, jak widać także w przypadku tego problemu, rozwiązanie
opiera się przede wszystkim na zdobywaniu wiedzy, a następnie
odpowiednim i umiejętnym jej zastosowaniu.
Pracownicy socjalni nie zawsze analizują równie
dokładnie, jak to zrobiliśmy powyżej, problemy, na które napotykają
w początkowym okresie swojej pracy zawodowej. Zazwyczaj nie mają
po prostu czasu na klasyfikowanie i przyporządkowywanie. Ale nie
znaczy to, że odczuwają trudności pierwszych kroków mniej dotkliwie.
Refleksje na ten temat zazwyczaj snują najpierw w luźnej formie,
a dopiero po upływie dłuższego okresu, nieraz lat, nadają im bardziej
sprecyzowany charakter.
wspólne tematy od czasu do czasu
przeprowadzają na własny użytek i na niewielką skalę badania opinii
wśród rozmaitych grup zawodów fachowego pomagania. Liczba respondentów
nie jest duża i generalnie wolą oni wypowiadać się anonimowo.
Takie "minisondaże" nie pretendują więc do miana opinii
reprezentatywnych w skali ogólnokrajowej. Niemniej jednak mogą
stanowić ciekawe ilustracje na przykład do artykułu takiego jak
ten. Oto kilka opinii prosto ze "środowiska".
* W zawodzie pracownika socjalnego pracuję
od sześciu lat. Szczerze mówiąc, po maturze zdawałam na socjologię.
Ale nie dostałam się na ten kierunek. W końcu poszłam do studium
dla pracowników służb społecznych. Najpierw chciałam tam tylko
"przebiedować" jeden rok, a potem próbować znów zdawać
na uczelnię. Ale zostałam w tej szkole, bo obudziło się we mnie
zainteresowanie pracą socjalną. Teraz myślę, że dobrze się stało,
że nie dostałam się wtedy na tę socjologię. Może by mnie znudziła?
Zawód pracownika socjalnego uważam za interesujący. Ma się kontakt
z ludźmi i jest się aktywnym. Lubię moją pracę. Ale na początku
bardzo się bałam samodzielnego podejmowania decyzji w różnych
przypadkach. Nie wiedziałam, czy zadecyduję słusznie w określonej
sytuacji. Nie miałam żadnego doświadczenia i obawiałam się, że
przez jakieś nieprawidłowe postępowanie zrobię klientowi więcej
szkody niż pożytku. Starałam się wykręcić od trudniejszych przypadków,
nie dlatego, żeby nie chciało mi się pracować, tylko po prostu
z braku wiary w siebie. Starsze koleżanki w ośrodku pomagały mi
w tym czasie i tak to trwało przez jakiś czas. Aż któregoś dnia
coś mi powiedziało: "Przecież ty największą szkodę wyrządzasz
klientom tym, że się boisz działać!" Pracownik socjalny nie
może być pasywny. Wystarczy już, że klienci są przeważnie pasywni.
Lepiej jest nawet zrobić na początku jakiś błąd niż w ogóle nic
nie robić. Brak doświadczenia to za małe usprawiedliwienie. I
to jest chyba najważniejsze, czego nauczyłam się w pierwszych
miesiącach mojej pracy w zawodzie pracownika socjalnego.
Monika, 28 lat, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej
* Jestem pracownikiem socjalnym, to jest mój
pierwszy rok pracy i już widzę, że przynajmniej przez jakiś czas
będą mi towarzyszyć problemy, które mnie nie opuszczają od czasu,
jak zacząłem naukę w szkole policealnej dla pracowników socjalnych.
Chodzi o to, że jestem mężczyzną, a w tym zawodzie pracują przeważnie
kobiety. Jeżeli mężczyzna wykonuje tę pracę, to ludzie na to różnie
patrzą. Ja poszedłem do tej szkoły, można powiedzieć, z powołania.
Naprawdę chciałem być pracownikiem socjalnym. Ale znajomi i nawet
dalsza rodzina myśleli, że chcę uciec przed wojskiem. (Nawiasem
mówiąc, tak się złożyło, że do wojska rzeczywiście nie poszedłem,
nawet po szkole nie, bo się okazało, że mam jakiś problem z kręgosłupem.)
Czasem zdawało mi się, że nawet wykładowcy w szkole nie biorą
mnie tak całkiem na poważnie. No, może to akurat było złudzenie.
W każdym razie teraz, kiedy już zacząłem pracować, dalej spotykam
się z takim dziwnym nastawieniem, że praca socjalna to nie jest
zawód dla mężczyzny. Nie wszyscy tak myślą, ale jednak takie opinie
są. Staram się na to nie zwracać uwagi, ale jednak przeszkadzają
mi czasem. Bo ja się w tę pracę naprawdę zaangażowałem i czuję,
że to jest niesprawiedliwe, kiedy mnie ktoś tak ocenia z przymrużeniem
oka. Gdybym był ochroniarzem i specjalizował się w biciu ludzi,
pewnie wszystko byłoby w porządku, ponieważ to "męskie"
zajęcie. Ja natomiast zajmuję się pomaganiem ludziom, a to jest
przez niektórych uważane za zajęcie dla mięczaków. Tymczasem wydaje
mi się, że właśnie w tym zawodzie trzeba być silnym psychicznie.
Jarek, 24 lata, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej
* Moim największym problemem jest to, że zbytnio
identyfikuję się z moją pracą i za bardzo przeżywam problemy klientów.
Powiedziano mi, że to przejdzie w miarę upływu czasu. Jednak w
październiku zacznie się trzeci rok mojej pracy, a ja dalej czasem
dosłownie nie mogę spać po nocach, kiedy mam akurat jakiś szczególnie
problemowy przypadek. Zajmuję się głównie rodzinami niezaradnymi
i słabymi socjalnie, i przede wszystkim z terenów wiejskich. Są
to przeważnie rodziny wielodzietne - i tutaj tkwi dla mnie największa
trudność, bo zawsze najbardziej żal mi dzieci. Widzę, jak mało
szans na lepszą przyszłość mają dzieci z tych rodzin, którym pomagamy,
tym bardziej, że spory procent to rodziny z problemem alkoholowym.
Często mi się zdaje, że ta cała pomoc socjalna świadczona przez
nasz ośrodek to jest tak zwane "umarłemu kadzidło",
że właściwie jest ona na nic. Większości naszych klientów i tak
nie da się pomóc, bo oni wcale nie chcą zmian w swoim życiu. To
wymagałoby od nich wysiłku, a oni nie chcą się wysilać. Zdarzają
się takie dni, że wszystko wydaje mi się beznadziejne. W szkole
wyobrażałam sobie tę pracę trochę inaczej. Myślałam, że sukcesy
będą bardziej widoczne i większe. Teraz jest mi tylko odrobinę
lżej niż na samym początku. Przyznam, że się tym martwię. Ostatnio
tak dużo pisze się i mówi o zjawisku wypalenia zawodowego. Obawiam
się, że w moim wypadku jest ono realnym zagrożeniem.
Ola, 25 lat, Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej
* Pracuję jako pracownik socjalny od kilku
lat. Nie mogę powiedzieć, żeby ta praca stanowiła moje powołanie,
ale z drugiej strony to, co robię, podoba mi się. Wynagrodzenie
pozostawia wprawdzie wiele do życzenia... Ale lubię pracę w terenie,
a poza tym, kiedy sobie pomyślę, ile ludzi jest teraz zwalnianych
z powodu restrukturyzacji albo upadku przedsiębiorstw, to uważam,
że nie powinnam narzekać. Mimo wszystko ja też mam problem w pracy,
chociaż nie są nim ani klienci, ani niska pensja. Tym problemem
jest... kierowniczka naszego ośrodka! Muszę tu nadmienić, że osobiście
uważam ją za bardzo miłą osobę. Ostatnio jednak zaczęła uczęszczać
na różne kursy dokształceniowe i zaczytywać się fachowymi materiałami.
Nie mam nic przeciwko dokształcaniu. Wręcz odwrotnie - sama chętnie
czytam i dowiaduję się nowych rzeczy. Problem polega na tym, że
kierowniczka chce teraz za wszelką cenę dopasować do klientów
różne "książkowe" definicje i rozwiązania. Czasem jedno
do drugiego faktycznie pasuje. Ale jeśli się to robi na siłę,
to często wychodzą sytuacje albo śmieszne, albo nawet niepożądane.
Zachęcanie do kształcenia jest rzeczą bardzo pożyteczną, ale uważam,
że wielu osobom nikt nie powiedział, jak się ma to dokształcanie
i teoria do praktyki. Czasem w pracy potrzebne jest przede wszystkim
wyczucie i doświadczenie, a nie formułki. Oczywiście wiedza jest
bardzo potrzebna, ale to wszystko musi mieć ręce i nogi, i nie
może być brane na żywioł. Trzeba jeszcze przemyśleć to, czego
się człowiek nauczył i dopasować do danej sytuacji.
Marta, 30, Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej
Nadszedł czas, aby odpowiedzieć na dwa pytania
zadane na początku tego artykułu.
1. Trudności, na jakie napotyka
początkujący pracownik socjalny nie są jeszcze sygnałem, że nie
poradzi on sobie w tej pracy w przyszłości. Problemów związanych
ze stawianiem pierwszych kroków w zawodzie nigdy nie da się całkowicie
uniknąć. Można natomiast pokaźnie je zredukować, korzystając ze
zdobytej i zdobywanej wciąż na bieżąco wiedzy oraz w oparciu o
pomoc i solidarność zawodową ze strony starszych stażem koleżanek
i kolegów.
2. Pracownik socjalny, dla którego
praca socjalna jest czymś więcej, niż tylko wykonywaniem określonych
obowiązków w zamian za określoną zapłatę, bez wątpienia osiągnie
sukces. Będzie to jednak sukces specyficzny, polegający przede
wszystkim na satysfakcji moralnej płynącej ze świadomości skutecznej
pomocy ludziom potrzebującym. Pod względem materialnym pracownik
socjalny stoi i chyba zawsze będzie stał na pozycji słabszej niż
przedstawiciele wielu innych zawodów. Wydaje się szczególnie niesprawiedliwe,
że społeczeństwo tak nisko ceni tych, którzy pomagają w stabilizacji
jego struktur. Dlaczego zespół rockowy za jeden występ otrzymuje
honorarium w wysokości dwóch milionów dolarów, podczas gdy pracownika
socjalnego często nie stać nawet na wyjazd na dobrze zasłużone
wakacje? Czy naprawdę praca tego ostatniego jest tak mało warta?
Nawet w zamożnych zachodnioeuropejskich państwach pracownicy socjalni
nie osiągają sukcesu mierzonego statusem materialnym. Coś nie
jest w porządku na tym naszym świecie. Coś należałoby koniecznie
zmienić. |