| Przyjmowanie
pokarmu jako podstawowa potrzeba każdego człowieka. Przygotowanie
posiłków i ich spożywanie jako terapia. Pomoc podopiecznemu z zaburzeniami
psychicznymi. Jedzenie i picie należy
do tak podstawowych potrzeb człowieka, że zwykle nie zastanawiamy
się głębiej nad tą codziennie wykonywaną czynnością. A przecież
tak naprawdę spożywanie posiłku jest tylko ostatnim etapem skomplikowanego
procesu, na który składają się: odczuwanie głodu i pragnienia,
planowanie posiłku, dokonanie odpowiednich zakupów - a przy tym
obchodzenie się z pieniędzmi, korzystanie ze środku transportu
oraz komunikowanie się w sklepie ze sprzedawcą i kasjerką. Posiłek
trzeba też przygotować, używając przyborów kuchennych i kuchenki
gazowej lub elektrycznej; niezbędna jest umiejętność korzystania
z przepisów, rozróżniania składników i ich przydatności do poszczególnych
posiłków, a także świeżości. Wreszcie po przygotowaniu posiłku
i po jego zjedzeniu trzeba posprzątać i pozmywać. Zwykle jemy
w obecności kogoś innego, a więc posiłek posiada także aspekt
socjalny. Każdy człowiek ma swoje przyzwyczajenia i upodobania
odnośnie do wyboru pokarmów i sposobu ich spożywania.
Czy można nie umieć jeść i pić?
Przyjmowanie jedzenia i picia jest konieczne, nie
tylko po to aby człowiek był zdrowy, ale i by w ogóle mógł żyć.
Ta prosta i oczywista prawda nabiera szczególnego wydźwięku, jeżeli
odniesiemy te podstawowe aktywności życia do sytuacji osoby z
zaburzeniami psychicznymi, będącej pacjentem stacjonarnym lub
leczonej ambulatoryjnie, przychodzącej do domu dziennego pobytu
itp. Najbardziej podstawowe potrzeby, jakimi są pragnienie i głód,
podlegają w wyniku chorób i zaburzeń psychicznych licznym deformacjom.
Weźmy pod uwagę choćby następujące przykłady:
- Osoba lękająca się wyjść na ulicę (agorafobia)
nie pójdzie po zakupy spożywcze.
- Alkoholik nie czuje głodu, bo pokrywa zapotrzebowanie na kalorie
w większości napojami alkoholowymi.
- Cierpiący na schizofrenię pacjent kliniki psychiatrycznej podejrzewa,
że ktoś chce go otruć, a więc "dla własnego bezpieczeństwa"
nie je.
- Człowiek z depresją "umartwia się", rezygnując z posiłku,
którego "nie jest warty".
- Pacjent cierpiący na manię jest tak zajęty, że "zapomina"
o jedzeniu, a jego ciało eksploatowane motorycznie ponad miarę
nie otrzymuje pożywienia w wystarczającej ilości.
- Uzależniony klient ośrodka pomocy społecznej wydaje wszystkie
pieniądze na środki odurzające, nie pozostawiając ani grosza na
zakup żywności.
- Mężczyzna z zaburzeniami psychicznymi, który przez całe życie
znajdował się pod opieką matki, po jej śmierci nie potrafi zatroszczyć
się nawet o zaspokojenie swego głodu.
- Kobieta chora psychicznie je coraz więcej i coraz częściej -
jedzenie stało się jedyną treścią jej życia, samodzielnie chora
nie potrafi nadać swej egzystencji żadnego innego sensu.
- Bulimiczka trwa w zaklętym kręgu jedzenia i wymiotowania - nie
chce przytyć i nie potrafi zidentyfikować się z rolą kobiety.
- Pacjent psychiatryczny wkłada sobie do ust, gryzie i połyka
wszystko, co leży w zasięgu ręki i co da się jakoś pogryźć.
- Senior z demencją nie odczuwa pragnienia i dosłownie zasusza
swój organizm z wszystkimi negatywnymi skutkami tego faktu.
- Kobieta w podeszłym wieku nie ma już zębów, może przyjmować
tylko pokarmy przetarte i przemielone. Żyje samotnie we własnym
mieszkaniu i z powodu zaburzeń psychicznych nie jest w stanie
załatwić sobie protezy.
- Nowy mieszkaniec domu pomocy społecznej nie został nigdy nauczony
reguł zachowania się przy stole, i dlatego sposób, w jaki przyjmuje
pokarmy, wprawia w zdumienie i niesmak pozostałych seniorów, którzy
w sensie dosłownym i w przenośni odsuwają się od nowego przybysza.
Terapeutyczne elementy normalnego życia
w opiece stacjonarnej
W placówkach stacjonarnych niezbędne względy organizacyjne
wymuszają na personelu opiekuńczym i pielęgniarskim taki model
przygotowywania i wydawania posiłków, który usprawni obsługę mieszkańców
i zracjonalizuje pracę. Coraz częściej pacjent otrzymuje tacę
z gotową porcją jedzenia. Musi je tylko zjeść. Odpada więc aspekt
komunikacyjny przyjmowania posiłku, na przykład prośba o półmisek
z ziemniakami lub talerzyk z masłem. Gotowa porcja to także "ułatwienie"
w dokonywaniu wyborów. Osoba - zwykle ze zmniejszoną możliwością
percepcji, odzwyczajona rutynowym przebiegiem dnia od postrzegania
- nie musi się zastanawiać, ile i co nakłada na talerz; jaka proporcja
poszczególnych pokarmów będzie jej lepiej smakowała; z czego dzisiaj
zrezygnuje itp. W niektórych domach pomocy społecznej na bezczynność
skazanych jest wielu mieszkańców, którzy pomimo różnego rodzaju
zaburzeń mogliby jeszcze choćby właśnie przygotować sobie posiłek,
co byłoby dla nich jedną z ostatnich możliwości sensownego wypełnienia
dnia. Tymczasem dla zaoszczędzenia czasu stary lub/ i chory psychicznie
człowiek otrzymuje zbyt dużo pomocy od uwijających się przy nim
pielęgniarek i pielęgniarzy. To niestety skutecznie oducza go
resztek samodzielności.
Nie jesteśmy we wspólnych tematach skłonni
do sugerowania niewykonalnych pomysłów, modeli pozostających wyłącznie
na papierze. Dlatego nie można zalecać na przykład całkowitego
przeorganizowania w zakresie żywienia pacjentów i mieszkańców,
bo jest to w wielu przypadkach po prostu nierealne i oznaczałoby
ogromny wzrost zakresu pracy. Ale w każdej sytuacji jest jakiś
margines działania, wynikający wyłącznie z tego, że lepiej zrozumieliśmy
jakiś problem, że w większym stopniu mogliśmy uwzględnić aspekty
do tej pory z różnych przyczyn pomijane. I właśnie w takim kontekście
trzeba zastanowić się nad omawianą problematyką, gdyż przygotowywanie
posiłków i ich spożywanie jest dla naszych podopiecznych - podobnie,
jak ma to miejsce w przypadku każdego zdrowego lub chorego człowieka
- możliwością specyficznego dotarcia do własnej osoby,
zajęcia się nią, a także szansą socjalizacji i aktywizacji.
To sprawia, że szeroko potraktowane jedzenie i picie stanowi ważny
instrument terapeutyczny, zwłaszcza w opiece
nad pacjentami psychiatrycznymi, stanowi środek, z którego można
i trzeba korzystać. Tę ostatnią myśl rozwińmy teraz trochę szerzej.
* Przyjmowanie posiłków jest ofertą kontaktu międzyosobowego.
Zaproszenie na wspólne wypicie filiżanki kawy lub herbaty ułatwia
nawiązanie lub pogłębienie wzajemnych relacji. Każdy rodzaj zróżnicowania
oferty żywieniowej w taki sposób, aby mieszkaniec mógł z tej możliwości
wyboru skorzystać, zaproponowanie mu przy tym pomocy - jest dla
niego znakiem, iż ktoś troszczy się o niego, bierze na poważnie
jego potrzeby, nie chce pozostawić w samotności. Trochę indywidualnego
podejścia jest zawsze lepsze od "taśmowej" obsługi pacjentów.
* Zagadnienia kulinarne są bardzo wdzięcznym tematem
konwersacji. Prawie z każdym podopiecznym możemy porozmawiać o
jego ulubionych potrawach; o kuchni preferowanej w regionie, z
którego pochodzi; o potrawach wigilijnych i wielkanocnych; o programach
telewizyjnych opowiadających o kuchniach innych krajów; o tym,
czego jeszcze nie jadł - a chciałby zjeść lub nigdy nie wziąłby
do ust itd. Nie jest to tylko przyjemne spędzanie czasu. Wiele
chorób psychicznych wiąże się bezpośrednio z zakłóceniem postrzegania
i relacji do własnej osoby. Taka rozmowa pomaga w odzyskaniu tej
zabranej przez chorobę umiejętności. Każda, nawet najbardziej
banalna opinia pacjenta jest udaną próbą lub treningiem odzyskania
właściwej perspektywy w stosunku do własnej osoby i własnego życia.
To było za ostre; Napiłabym się herbaty; Czuję, że po tym obiedzie
muszę chyba rozpiąć pasek - oto wypowiedzi, które są sygnałem,
że jeszcze nie wszystko jest choremu obojętne. Jest to także przygotowanie
do podejmowania decyzji, i nawet gdyby miały one dotyczyć prawie
wyłącznie posiłków, to i tak lepsze to niż nic. Dlatego redukujmy
ilość rutynowych odpowiedzi. Na przykład na wypowiedź mieszkańca:
Nie mam dzisiaj apetytu, nie chcę nic jeść nie odpowiadajmy
zawsze: Ale dzisiaj jest taki dobry obiad, szukajmy natomiast
trochę głębszej komunikacji, która pomoże nam lepiej zrozumieć
podopiecznego, a jemu umożliwi choć w minimalnym zakresie autonomiczne
działanie i korzystanie z wolności.
* Nie ma lepszej formy wytwarzania i wzmacniania
pożądanych cech w pacjentach i mieszkańcach, jak wspólne z nimi
przyjmowanie pożywienia, czyli po prostu udział personelu w posiłkach
podopiecznych. Obecność fachowo pomagającego może stworzyć optymalną
atmosferę. Przede wszystkim pokazuje, że posiłki są czymś ważnym,
że należą do centralnych punktów porządku dnia. Potrzeba tak niewiele,
aby klimat w jadalni zyskał nową jakość. Stoły mogą być ozdobione
(sztucznymi) kwiatami, serwetki kolorowe, wyłączamy dudniący telewizor
lub radio zagłuszające rozmowy. Wspólne rozpoczynanie i ewentualnie
wspólne kończenie posiłku niezmiernie sprzyja naturalnemu powstawaniu
konwersacji. Można się postarać, aby inne aktywności zawodowe
(przynajmniej te, które można przewidzieć) nie kolidowały z porami
siadania do stołu. Personel powinien zajmować miejsce obok tych
pacjentów, którzy są potencjalnym źródłem zakłóceń atmosfery,
do jakiej się świadomie dąży. Każdy świąteczny obiad czy kolacja
są doskonałą naturalną okazją do dołączenia innych elementów wspomagających
poprawne (czyli terapeutyczne ) zachowanie przy stole.
- W ramach ergoterapii często nie docenianą formą
jest praca w kuchni i przygotowanie posiłków. Piszemy o tym w
następnej części poświęconej osobom przychodzącym do domu dziennego
pobytu.
Każdego dnia zrobić coś sensownego
Dobrze funkcjonujący dom dziennego pobytu cechuje
się między innymi tym, że przychodzący tam ludzie nie są biernie
"przechowywani", nie trwają w bezczynności, lecz mają
możliwość skorzystania z możliwie bogatej oferty, wśród której
ważne miejsce powinna zajmować terapia zajęciowa. Każdy rodzaj
tej terapii pełni bowiem funkcję środka, poprzez który pacjent
może poznać w realny, namacalny sposób prawa rządzące życiem w
społeczeństwie, nauczyć się na nie odpowiadać i wytrenować adekwatne
reakcje. Osoba z zaburzeniami psychicznymi musi przekonać się
do przydatności pracy, zrozumieć na czym ona polega, oraz osiągnąć
pewien stopień identyfikacji z byciem czynnym. To właśnie ma miejsce
w terapii zajęciowej.
Współcześni ergoterapeuci nie boją się zachęcania
podopiecznych do aktywności, które w jakimś sensie są normalną
pracą, ponieważ wiedzą, że ich pacjent prędzej czy później zostanie
wrzucony na głęboką wodę normalnego życia i dlatego jak najdłuższe
trzymanie go pod parasolem ochronnym jest złą przysługą.
Przygotowywanie posiłków to wręcz wzorcowy model
treningu samodzielności, zachowań socjalnych i przeciwstawiania
się chorobie poprzez twórcze zajęcia. Oczywiście należy wydzielić
różne zakresy tej pracy, nie tylko po to, aby zajęcia posuwały
się do przodu, ale także po to, by jak najwcześniej pacjent mógł
podejmować decyzję, wybrać to, co w danym momencie najbardziej
mu odpowiada. Socjalizacja jest ułatwiona między innymi dzięki
temu, że uczestnik terapii uwalnia się z roli osoby, która wiecznie
coś otrzymuje, sama nic nie dając. Terapeuta, z którym się wspólnie
gotuje, staje się partnerem, opiekun i podopieczny są równouprawnieni,
robią coś razem. Dla wielu chorych jest to punkt
przełomowy, chwila, w której zaczynają po raz pierwszy wierzyć
w siebie. Tego rodzaju zajęcia pomagają też lepiej poznać pacjenta.
Spontaniczna aktywność ujawnia znacznie więcej, niż sytuacje tworzone
sztucznie lub bezczynność.
Dla grupy pacjentów mającej zająć się przygotowaniem
posiłku pracy jest dostatecznie dużo. Trzeba ją jedynie dobrze
zorganizować, bo, jak wiadomo, "gdzie kucharek sześć, tam
nie ma co jeść". Zebranie się grupy jest pierwszym testem
punktualności i nastawienia podopiecznych do tej terapii. Sporządzanie
listy zakupów wymaga 15-20 minut. Pacjenci udający się na zakupy
muszą rozważyć, gdzie mogą kupić produkty dobrej jakości i względnie
tanio. Następnie planuje się i omawia przygotowanie obiadu. I
tu wymagana jest szczególna uwaga terapeuty, gdyż z pewnością
wiele będzie przy tym dyskusji i sporów, jak co należy zrobić,
który przepis jest najlepszy itp. Rodzą się wtedy protesty, próbuje
się przekonać innego uczestnika zajęć o własnej racji podniesionym
głosem, ktoś może się obrazić - uparcie milczy i odmawia dalszej
współpracy. Terapeuta wszystkie emocje musi zauważyć i przeanalizować.
W takiej sytuacji nie ma jednego modelu postępowania - czasem
trzeba być mediatorem w osiągnięciu kompromisu, kiedy indziej
nastąpi samoistne rozładowanie konfliktu, niekiedy zaś należy
zdecydowanie przerwać eskalację emocji. Niektórym pacjentom nie
da się pewnych spraw wytłumaczyć - oni chcą po prostu brać udział
w terapii i nie jest dla nich ważne, że ziemniaki się soli, a
nie słodzi. Jednak nawet ci najtrudniejsi podopieczni też muszą
otrzymać jakieś miejsce w grupie.
Niezależnie od wcześniejszych planów, kiedy przystępujemy
do zasadniczej pracy, ponownie należy zadać pytanie: Kto będzie
co robił? Wśród osób z zaburzeniami psychicznymi zauważymy dość
często "specjalizacje". Pan X bardzo chętnie nakrywa
dla wszystkich do stołu, z własnej inicjatywy stara się o ozdobienie
nakrycia, natomiast trzyma się z daleka od wszystkiego, co wykracza
poza tę rutynę, w której czuje się pewnie. Pani Y lubi natomiast
wypróbować nowe czynności i nie boi się drobnych porażek po drodze.
W starszej stażem grupie podopiecznych tworzą się pary, które
oczywiście chcą pracować razem. Prawie zawsze wśród uczestników
znajdzie się doświadczona pani umiejąca gotować lub kucharz-hobbysta,
i ta osoba może przejąć odpowiedzialność za danie zasadnicze.
Przez cały czas należy czuwać, aby nie nastąpiło
rozdrobnienie wykonywania zadań na poszczególne osoby pracujące
samotnie. Razem odbieramy kartofle; razem myjemy
owoce na deser; razem kosztujemy zupę przed zakończeniem
jej przyprawiania. Wspólne i wspólnotowe aktywności dają możliwość
do nawiązywania rozmowy; kierują uwagę ku drugiej osobie; zmuszają
do refleksji nad własnym działaniem i nad tym, co robi człowiek
obok mnie. Terapeuta powinien oczywiście uwzględniać nie tylko
chęci uczestników zajęć, ale również występujące ograniczenia,
na przykład możliwości motorycznych lub też wywołane przyjmowanymi
lekarstwami. Niektórzy podopieczni ze względów higienicznych będą
musieli w tym czasie otrzymać zupełnie inne zadania.
Celem gotowania jest, jak wiadomo, spożycie smacznego
posiłku. Efekty pracy znajduje się na stole. Co udało nam się
przyrządzić? Jak przebiegała wspólna praca? Gdzie popełniliśmy
błędy? Co zrobimy następnym razem inaczej? Rozmowa na ten temat
po zjedzeniu obiadu jest integralną częścią terapii. Zadowolenie
i krytyka powinny zostać wypowiedziane. Nie należy skracać tego
etapu, ani też sztucznie łagodzić konfliktów lub przejmować odpowiedzialność
za błędy pacjentów popełnione przy tej pracy. Przecież w każdej
rodzinie może się zdarzyć mniej udany obiad.
Praca w kuchni stwarza więc prawdziwe możliwości
terapeutyczne, których istnienia może nie podejrzewaliśmy od razu.
Jednak trzeba zaznaczyć, że opieka nad taką grupą nie należy do
najłatwiejszych. Spektrum potencjalnych konfliktów jest bowiem
bardzo szerokie. Powiedzmy szczerze: aby gotować wspólnie z podopiecznymi,
trzeba samemu lubić gotować i pozytywnie identyfikować się z zajęciami
w kuchni. W przeciwnym wypadku będzie to męczący rodzaj terapeutycznego
spędzania czasu z osobami cierpiącymi na zaburzenia psychiczne.
Z drugiej strony - mało jest alternatywnych modeli ergoterapeutycznych,
w których tak wiele można osiągnąć tak prostymi metodami, i w
których tak precyzyjnie można odpowiedzieć na deficyty wywołane
zaburzeniami psychicznymi. |